Paraliż Legii trwa. Mistrzowie Polski znowu przegrali. Tym razem z Jagiellonią Białystok

Coś złego dzieje się z Legią Warszawa. Mistrzowie Polski najpierw po porażce z Omonią Nikozja odpadli z Ligi Mistrzów, a teraz na własnym boisku przegrali z Jagiellonią Białystok (1:2). Piłkarzom z Łazienkowskiej bokiem wyszły eksperymenty personalne trenera Aleksandara Vukovicia. Legia zaczęła dominować dopiero po przerwie, kiedy Serb poszedł po rozum do głowy i wpuścił na boisko graczy z podstawowego składu. Na wyrównanie jednak zabrakło czasu.

Jejsus Imaz (pierwszy z prawej) zdobył drugą bramkę dla Jagielonii w meczu z Legią
twitter.com/ekstraklasa

Mecz z Jagiellonią miał być dla piłkarzy Legii rehabilitacją i odkupieniem win za odpadnięcie z eliminacji Ligi Mistrzów. W porównaniu do środowego starcia z Omonią Nikozja, trener Aleksandar Vuković dał szansę gry od początku obrońcom Pawłowi Stolarskiemu, Luisowi Rochy  i Williamowi Remy, pomocnikom Bartoszowi Kapustce i Mateuszowi Hołowni oraz przede wszystkim wystawił dwóch napastników - Jose Kante i Tomasa Pekharta.

Czujemy zawód po porażce z Omonią. Jest żal i złość, ale z tym sobie poradzimy. Mecz z Jagiellonią to nowe, wymagające wyzwanie, ale jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Mimo, że drużyna z Białegostoku to niewygodny rywal

- mówił przed spotkaniem z ekipą z Podlasia szkoleniowiec mistrzów Polski.

W pierwszej połowie żadna z deklaracji Vukovicia nie znalazła potwierdzenia na boisku. Jedynym legionistą, który w tym okresie zasłużył na pochwały, był Paweł Stolarski. Prawy obrońca, dotąd notorycznie pomijany przez Vuko przy ustalaniu składu, stwarzał największe zagrożenie pod bramką gości. Odważnie szarżował prawym skrzydłem, a każdą akcję kończył dośrodkowaniem. W 34. minucie to po faulu właśnie na Stolarskim, Hołownia z prawej strony, spod linii pola karnego trafił w poprzeczkę. Tyle, że wtedy Jaga prowadziła już 2:0.

Przy pierwszym golu w 19. minucie, zawodnikom z Podlasia wystarczyły dwa podania, by pokonać Artura Boruca. Najpierw poszła długa piłka od obrońców do Tomasa Prikryla na prawą stronę. Czech dograł w pole karne do Jakova Puljicia, a ten strzelił do bramki.

W 34. minucie rewelacyjnym kilkudziesięciometrowym zagraniem do Jesusa Imaza popisał się Martin Pospisil. Hiszpan wyprzedził ociężałego Remy'ego, wyszedł sam na sam z Borucem i techniczną podcinką nad bramkarzem Legii ulokował piłkę w siatce.

Do końca tej części gry gospodarze sprawiali wrażenie mocno oszołomionych i nie zagrozili bramce Pavelsa Steinborsa.

W przerwie Vuković musiał zdać sobie sprawę, że grunt pali mu się pod nogami, bo wprowadził na boisko, najlepszego w tym sezonie piłkarza - Luquinhasa, który zastąpił Hołownię. I Legia wreszcie zaczęła grać. Co chwilę w polu karnym Jagi mocno się kotłowało. Wreszcie w 60. minucie Luquinhas zagrał do Kapustki, ten dośrodkował w pole karne, a Pekhart strzałem głową zdobył kontaktowego gola dla drużyny ze stolicy. Od tej chwili gospodarze przeprowadzali na bramkę Jagi szturm za szturmem. Na boisko weszli Domagoj Antolić, Filip Mladenović, Michał Karbownik i Maciej Rosołek. I to ten ostatni miał stuprocentową okazję do wyrównania, ale w 90. minucie z kilku metrów trafił w słupek.

Kiedy sędzia Tomasz Frankowski za przerwy w grze doliczył osiem minut, w mistrzów Polski jakby wstąpiły dodatkowe siły. Nie wypuszczali jagiellonczyków z ich połowy. Goście jeżeli już mieli piłkę, to wybijali ją na oślep. Byle dalej od bramki. I ta prosta w sumie taktyka się opłaciła, bo piłkarze Bogdana Zająca dowieźli prowadzenie do końca.

A Zając, były asystent Adama Nawałki min. w reprezentacji Polski w niedzielę naje się za darmo, bo za zwycięstwo nad Legią w Warszawie, miał obiecane zaproszenie na suty posiłek od byłego gwiazdora Jagi - Tomasza Frankowskiego.

 

 

Źródło: niezalezna.pl

#Legia Warszawa #Jagiellonia Białystok #ekstraklasa

Piotr Dobrowolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo