Minister Spraw Zagranicznych Zbigniew Rau, który uczestniczył w Berlinie w spotkaniu szefów dyplomacji państw UE poinformował dziś, że wszystko wskazuje na to, że w związku z obecną sytuacja na Białorusi rusza procedura sankcji; jest silny nacisk, nie tylko państw naszego regionu, by te sankcje - natury personalnej - zmaterializować jak najszybciej; chodzi o zakaz wjazdu do UE wysokich urzędników państwa białoruskiego.

Do sprawy odniosła się na antenie Polskiego Radia 24 Joanna Lichocka (PiS). Jej zdaniem, "sankcje to jest element nacisku na Białoruś i Rosję, żeby umożliwić Białorusinom spokojne zarządzanie własnym państwem bez łamania ich praw demokratycznych, z uszanowaniem ich woli".

- Sankcje to inicjatywa, o której mówili już nasi politycy, choćby podczas nadzwyczajnego spotkania komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego i one powinny być wprowadzane nie przez Polskę, a przez Unię Europejską w porozumieniu ze Stanami Zjednoczonymi

- mówiła.

Dodała, że "musi być bardzo silny sygnał dla administracji pana Łukaszenki i Rosji, że Zachód nie pozwala na łamanie praw demokracji, wolności i na przemoc". Zwróciła uwagę, że przemoc tę dotknęła również polskich dziennikarzy, co, jej zdaniem, świadczy o tym, że Łukaszenka nie liczy się z opinią międzynarodową.

Lichocka podkreśliła, że z inicjatywy prezes PR Agnieszki Kamińskiej, trzy razy dziennie na antenie Polskiego Radia nadawany jest serwis po białorusku, aby, jak wyjaśniła, "Białorusini na falach długich, które docierają na cały obszar Białorusi, mogli się dowiadywać wiadomości, na temat sytuacji w ich kraju i wiadomości, które są cenzurowane przez Łukaszenkę".

Zdaniem Lichockiej "sprawa białoruska, to jeden z nielicznych tematów, gdzie jest szansa, żeby była praca elit politycznych, intelektualnych ponad partyjnymi podziałami". Dała za przykład m.in spotkanie u premiera Mateusza Morawieckiego z liderami wszystkich sił opozycyjnych, które są reprezentowane w parlamencie. W ocenie posłanki dało ono nadzieję na wspólne stanowisko i wspólne działanie.