"Jest takie polecenie, to się dostosowuję, nie mam zdania na temat noszenia maseczek wszędzie i przez cały dzień"

– powiedział 25-letni Kevin, barman z paryskiego bistro.

Zapytany, czy nie obawia się, że podobnie jak w Marsylii, również w Paryżu władze wprowadzą nakaz zamykania lokali o godzinie 23, wycedził przez zęby: „Przecież nie wypowiemy im wojny”.

Pedro, spotkany w piątek rano portugalski dozorca, sprzątał chodnik przed wejściem do kamienicy. Dopalał cygaro, a maseczki nie miał nawet pod brodą. Na pytanie dlaczego nie nosi maseczki, choć to przymus od blisko pół godziny, odpowiedział: „Nie wiedziałem, że to już”.

Na uwagę, że wszystkie stacje telewizyjne i radiowe informują o tym od czwartku, odparł: „W tym kraju mamy cztery kanały informacyjne i wszystkie przez 24 godziny na dobę gadają tylko o Covid-19. To wolę nie oglądać”.

Przechadzka po ulicach Paryża, jak i po dużym targu ulicznym, zdaje się wskazywać, że tylko nieliczni naśladują Pedra, a zdecydowana większość ma maseczki. Co nie oznacza, że wszyscy zasłaniają usta i nos. Wiele osób nosi maseczki pod brodą.

Wrażenie to potwierdziła Samia z miejskiej służby bezpieczeństwa (straży), patrolująca miasto wraz z dwójką kolegów. Przypomniała, że maseczki obowiązują na bazarach od blisko miesiąca i ten obowiązek jest dosyć ściśle przestrzegany. „A jak nie, to dajemy mandaty” – powiedziała twardo, po czym łagodniej wyszczególniła, że grzywną 135 euro karze na targu, a jeśli zobaczy kogoś bez maseczki na ulicy, to tylko taką osobę poucza. „Ale w przyszłym tygodniu już będziemy spisywać” – zapowiedziała.

W maseczkach jeździła w piątek rano większość rowerzystów. Zatrzymując się na czerwonym świetle, nie zakrywała uśmiechu 40-latka Aurelie. „Pedałować w masce to bardzo trudne, a jeśli pod górę, to dla mnie niemożliwe” – usprawiedliwiała się.

Jednak wobec protestów i na sugestię merostwa, prefektura policji ustąpiła i ogłosiła w piątek rano, że „osoby uprawiające aktywność fizyczną, jak bieg czy jazda na rowerze”, zwolnione są z noszenia maseczek. Muszą je zakładać motocykliści i jadący na elektrycznych hulajnogach. Nie jest jednak pewne czy zainteresowani zdążyli się o tym dowiedzieć przed wyjściem z domu do pracy.

Paryska epidemiolog Catherine Hill powiedziała w radiu France Info, że ważniejsze od noszenia masek w plenerze jest „znalezienie nosicieli wirusa” i w tym celu „należy o wiele szerzej testować ludność, szczególnie mieszkańców +czerwonych stref+”, do których należy Paryż.

„Czerwona strefa” albo „strefa aktywnego krążenia wirusa”, oznacza 50 lub więcej nowych przypadków Covid-19 tygodniowo na 100 tys. mieszkańców. Średnia krajowa wynosi obecnie we Francji 39 zakażeń, czyli cztery razy więcej niż miesiąc temu – ogłosił w czwartek francuski premier Jean Castex. W Paryżu wskaźnik ten doszedł do 103, a w departamencie Delty Rodanu, gdzie leży Marsylia, do 140.