Mecz z łotewską Valmierą miał być dla piłkarzy Lecha Poznań jeśli nie spacerkiem, to bardziej intensywnym treningiem strzeleckim. Początek spotkania zapowiadał właśnie taki przebieg wydarzeń. Już w 6. minucie na strzał z 20. metrów zdecydował się Dani Ramirez. Bramkarz gości wypiąstkował piłkę przed siebie, ale stojącemu na środku pola karnego Mikaelowi Ishakowi zabrakło dosłownie centymetrów, by dosięgnąć futbolówki i skierować ją do siatki.

„Kolejorz" zdecydowanie dominował, ale nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Dopiero w 34. minucie Pedro Tiba w polu karnym Łotyszy zagrał do Ramireza, ale Hiszpan strzelił tak fatalnie, że piłka przeleciała wysoko nad bramką.

Słyszałem opinię, że mieliśmy pecha trafiając na Lecha. Ja uważam, że szczęście było przy nas. Będziemy okazję zagrać na pięknym stadionie. Na tą chwilę Lech przewyższa nas o dwie głowy, ale zobaczymy, jak będzie na boisko. Zagramy z zębem i ambicją – odważnie zakomunikował przed spotkaniem Valmiery Tamaz Pertia.

Ktoś mógłby odebrać słowa trenera gości jako bufonadę, ale jak się okazało jego drużyna prezentowała się solidnie. Przyjezdni jak tylko mogli, tak utrudniali życie gospodarzom i do przerwy dowieźli bezbramkowy remis.

W drugiej połowie podrażnieni gracze „Kolejorza” przyśpieszyli i w 59. minucie sprzed pola karnego uderzył Jakub Moder. Piłka trafiła w słupek, dopadł do niej Ishak i z trzech metrów skierował ją do bramki.

Po stracie gola z piłkarzy Valmiery zupełnie zeszło powietrze. Zaczęli sprawiać wrażenie, jakby czekali na najniższy wymiar kary. I w 78. minucie się doczekali. Tiba przed polem karnym odebrał piłkę jednemu z obrońców, po czym sprytnym podaniem uruchomił Ishaka, a ten posłał piłkę nad bramkarzem łotewskiej drużyny.

W 88. minucie gości rzucił na kolana 18-letni Filip Szymczak, który mocnym strzałem po ziemi podwyższył na 3:0. Wychowanek Akademii poznańskiego klubu, po wejściu na boisko  potrzebował zaledwie czterech minut, by pokonać bramkarza Valmiery.