Nic o smoku nie napisał kordobański kupiec Ibrahim ibn Jakub, któremu zawdzięczamy pierwszą wzmiankę o Krakowie w relacji z 965 roku. Wspomina on jedynie o otoczonym lasami bogatym grodzie, leżącym na skrzyżowaniu szlaków handlowych. W skarbie polskiego dziedzictwa – dokumencie „Dagome iudex” z roku 992, w którym Mieszko oddaje swój kraj pod opiekę papieża – występuje Kraków, ale także bez smoka.

Ale już Wincenty Kadłubek, nasz dziejopis słynący z wielkiej fantazji, napisał dużo o potworze, któremu zawdzięczamy pojawienie się miasta Kraka. Mistrz Wincenty przekazał potomnym w „Kronice polskiej” historię pewnego Rzymianina Grakcha (Kraka) i jego synów, którzy mieli przejąć władzę po ojcu, ale niestety jeden zabił drugiego, zaś sprawcą tego nieszczęścia okazał się… smok. Zanotował Kadłubek: „był bowiem w załomach pewnej skały okrutnie srogi potwór, którego niektórzy zwać zwykli całożercą. Żarłoczności jego każdego tygodnia według wyliczenia dni należała się określona liczba bydła. Jeśliby go mieszkańcy nie dostarczyli, niby jakichś ofiar, to byliby przez potwora pokarani utratą tyluż głów ludzkich. Grakch, nie mogąc znieść tej klęski, jako że był względem ojczyzny tkliwszym synem niż ojcem względem synów, skrycie synów wezwawszy, przedstawił [im swój] zamiar, radę przedłożył. (…) Gdy więc doświadczyli po wielekroć otwartej męskiej walki i daremnej najczęściej próby sił, zmuszeni zostali wreszcie uciec się do podstępu. Bowiem zamiast bydląt podłożyli w zwykłym miejscu skóry bydlęce, wypchane zapaloną siarką. I skoro połknął je z wielką łapczywością całożerca, zadusił się od buchających wewnątrz płomieni. (…) i zaraz potem młodszy napadł i zgładził brata, wspólnika zwycięstwa i królestwa, nie jako towarzysza, lecz jako rywala. Za zwłokami jego z krokodylowymi postępuje łzami. Łże, jakoby zabił go potwór, ojciec jednak radośnie przyjmuje go jako zwycięzcę. Często bowiem żałoba przezwyciężona zostaje radością ze zwycięstwa”. Intryga zostaje odkryta, morderca wygnany, a tron dziedziczy „pierwsza polska królowa” – Wanda, która jak wiemy odmówiła swej ręki pewnemu Niemcowi i wolała wybrać śmierć w nurtach Wisły. Wcześniej jednak – według Kadłubka – „na smoczej skale” („in scopulo olophagi”) założono miasto nazwane Krakowem od imienia Grakcha-Kraka („a nomine Gracci dicta Craccouia”).

Kolejny wielki polski kronikarz – Długosz – pociągnął opowieść swego poprzednika dodając bardzo istotny element: lokalizację smoczej jamy u stóp Wawelu „wśród takich jednak pomyślnych i sprzyjających wróżb dręczyło Kraków wielkie nieszczęście. Pod wzgórzem wawelskim, na którym Krak wzniósł zamek, w pieczarze zamieszkał potwór olbrzymiej wielkości, mający wygląd smoka lub gada, a dla zaspokojenia swej żarłoczności porywał bydło i trzodę, które mu rzucane, a nie przepuszczał nawet ludziom”. I tak smok zyskał miano wawelskiego, zaś opowieść o nim przekazywano sobie z ust do ust w całej Europie. Wspomina o niej m.in. Sebastian Münster w swym dziele „Cosmographia” („Opis świata”). W 1555 roku pada po raz pierwszy nazwa kryjówki smoka. Marcin Kromer w dziele „O pochodzeniu i czynach Polaków”, wyrażając zresztą swą sceptyczną postawę wobec opowieści o bestii, napisał „w każdym razie głęboka jaskinia wydrążona w skałach istnieje do dziś dnia: zwą ją Smoczą Jamą”. I w tym rzeczywiście się nie się mylił – jaskinia istnieje do dziś.