Wieża Książęca w Siedlęcinie była reprezentacyjną rezydencją książęcą. Zbudowano ją z kamienia, na planie zbliżonym do prostokąta, o wymiarach 22 na 15 m. Pierwotnie miała pięć kondygnacji i otoczona była fosą.

W 1345 roku właściciel wieży, Henryk I Jaworski, ściągnął do Siedlęcina artystę prawdopodobnie ze Szwajcarii, który wymalował 33 metry kwadratowe ścian, wybierając jako motyw przewodni tę fascynującą wszystkich legendę. Być może temat podsunął mu sam Henryk, który kilka lat wcześniej pochował ukochaną żonę, Agnieszkę, jedyną córkę Wacława II Czeskiego. Książę nigdy się już nie ożenił i zmarł bezpotomnie. Malowideł nie ukończono (w niektórych miejscach zrobione są same zarysy postaci), wreszcie, nie wiadomo kiedy, ściany otynkowano i zamalowano. Częściowo odkryte zostały dopiero w 1880 roku, ale całkowicie odsłonięte je pół wieku później. Problemem okazała się wówczas ich tematyka. Badacze nie bardzo rozumieli, co widzą na ścianach i nie namyślając się wiele stwierdzili, że oto mamy przedstawienie pokazujące sceny z założenia klasztoru w Krzeszowie! Niemało natrudził się ówczesny konserwator Johann Drobek, które przerobił panny dworskie na szpaler mnichów odzianych w czarne habity, zaś Lancelota i Ginewrę na krzeszowskiego opata witającego księcia Bolka.

Na szczęście od 2001 roku Wieża Książęca jest pod dobrą opieką Fundacji „Zamek Chudów” i obrazy zostało wspaniale odrestaurowane. „Wieża książęca w Siedlęcinie jest bez wątpienia jednym z ważniejszych zabytków średniowiecznych w Polsce” – mówi dr Przemysław Nocuń z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wieża ma także najstarsze w Polsce stropy drewniane. Analiza dendrochronologiczna wykazała, że drzewo na belki ścięto w 1313 lub 1314 roku.