Kowala mała miejscowość położna 15. km od Radomia. Przy trasie na Starachowice. To tam pierwsze piłkarskie kroki stawiał Michał Karbownik, który na dniach może stać się najdroższym piłkarzem sprzedanym z polskiej ligi.

- Dom państwa Karbowników stał kilkaset metrów od boiska Zorzy. W tamtym czasie prowadziłem juniorów naszego klubu i grałem w seniorach w okręgówce – opowiada pierwszy trener Michała, Bartosz Piętak. - Pamiętam, że na każdym treningu „dorosłej” drużyny pojawiał się malutki, chudziutki brzdąc i pożyczał od nas piłkę. Kiedy my ćwiczyliśmy na jednej połowie boiska, on na drugiej przez 90. minut bez przerwy walił na bramkę. W juniorach grał u mnie jego brat. Starszy o sześć lat Mateusz. Akurat otworzyliśmy nabór do nowo powstałego rocznika 1999 i poprosiłem Mateusza, żeby przyprowadził na zajęcia Michała. Był o dwie głowy niższy i kilkanaście kilogramów chudszy od kolegów z zespołu, ale i tak wymiatał. Niemal w pojedynkę wygrał nam ligę radomską. Na boisku był wszędzie, strzelił najwięcej bramek. Po prostu żywa perła – chwali byłego podopiecznego trener Piętak.

Pewnie do dziś nikt nie słyszałby o Michale Karbowniku, gdyby nie przypadek. Podczas EURO 2012 w Radomiu odbywał się piłkarski turniej dzieciaków, w którym wystartowała Zorza Kowala z Michałem w składzie. Chłopak zaprezentował się tak rewelacyjnie, że ustawiła się kolejka klubów, które chciały go mieć w swoich szeregach.

A tam kolejka. To było prawdziwe polowanie na Michała! - śmieje się Bartosz Piętak. - Ostatecznie dogadałem się ze szkoleniowcem Młodzika Radom, Wojciechem Gędajem, że weźmie Karbownika na pół roku i zobaczymy co dalej – opowiada Piętak.

Do dziś w Radomiu krąży anegdotka, że Michał kosztował Młodzika sześć piłek.

Może i tak było. Ale co w tym złego?! Wychodzimy z założenia, że nie można zdolnym chłopakom blokować drogi do kariery. Gdyby został u nas, to nikt tak naprawdę by go nie poznał. A w Młodziku mógł się pokazać w Mazowieckiej Lidze Juniorów

– twierdzi prezes Zorzy Hubert Marzec. - Mamy satysfakcję, że pozwoliliśmy mu się wybić. Jesteśmy dumni, że wychowanek Zorzy świetnie radzi sobie w Legii i dostał powołanie do reprezentacji Polski – dodaje szef klubu z Kowali.

A dla najmłodszych zawodników przykład Michała jest najlepszą motywacją. Mówię im na treningach trenujcie ciężko i z zaangażowaniem, to będziecie grać jak Karbownik

– mówi Bartosz Piętak.

[polecam: https://niezalezna.pl/348208-lech-wylozyl-milion-euro-na-jana-sykore-czech-ma-byc-gwiazda-ekstraklasy]

W Młodziku od pierwszego treningu Michał przerastał umiejętnościami nowych kolegów o lata świetlne..

Kiwka, podanie, przegląd pola, zmysł do gry kombinacyjnej. Inteligencja. Grał jak rutyniarz, a miał wtedy zaledwie 11 lat! Tak czarował, że ludzie na nasze mecze przychodzili dla Karbownika

– wspomina trener Młodzika Wojciech Gędaj. - W szatni był cichutki, małomówny, ale chłopaki i tak bardzo go lubili. Bo za „Karbusia” przemawiało boisko. Od pierwszych zajęć u nas był zafiksowany na piłkę. Codziennie wstawał o piątej rano i dojeżdżał busem z Kowali do Radomia. Odbierałem go z dworca i zawoziłem do szkoły, a potem do szkoły – opowiada Gędaj.

Karbownik doprowadził Młodzika do mistrzostwa Radomia i awansu do Mazowieckiej Ligi Juniorów i Ekstraligi. I wtedy znalazł się na celowniku Legii. Stołeczny klub zaprosił Michała i jego mamę panią Alicję, na rekonesans. Rodzicielka mogła się na własne oczy przekonać w jakich warunkach żyją i uczą się młodzi piłkarze z Akademii Legii. Karbownikom zaimponowało, że Michał został przy Łazienkowskiej otoczony troskliwą opieką, a trenerzy grup młodzieżowych na każdym kroku pokazywali, jak im zależy, żeby as Młodzika Radom u nich został.

- Za serce, wielką życzliwość i piękne przyjęcie, dziś Michał odpłaca się Legii świetną grą. A to jeszcze nie wszystko, bo pokazuje dopiero jakieś siedemdziesiąt, osiemdziesiąt procent swoich możliwości. Stać go na znacznie więcej

– uważa Wojciech Gędaj.

Wiele wskazuje na to, że mecz z Omonią Nikozja w drugiej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów będzie jednym z ostatnich Michała Karbownika w Legii. Filigranowym piłkarzem mocno zainteresowane jest włoskie Napoli, które oferuje za Polaka osiem milionów euro. Ale kiedy już jeden Karbownik wyjedzie, jego miejsce w klubie na Łazienkowskiej może zająć kolejny członek tej rodziny. Co prawda najstarszy Mateusz nie gra już w piłkę, ale za to młodszy od Michała o siedem lat brat Łukasz nieźle sobie radzi w Zorzy i kto wie, może za jakiś czas też trafi do Legii...