Michał Gradus, niezalezna.pl: Kilka miesięcy temu Sieć Badawcza Łukasiewicz rozpoczęła pracę nad unikatowym testem na koronawirusa. Nie będzie wymagał on laboratoriów, będzie dawał szybko efekt w postaci potwierdzenia lub negacji obecności zakażenia wirusem. W jakiej fazie jest teraz projekt?
Piotr Dardziński, prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz: Przez kilka miesięcy prowadziliśmy intensywne prace nad doprecyzowaniem zakresu badań oraz możliwości ich finansowania. Dobra wiadomość jest taka, że w ubiegły piątek Agencja Badań Medycznych podpisała z nami kontrakt na uruchomienie tego projektu. Wcześniej zrealizowaliśmy już prace przygotowawcze. Teraz musimy poczekać kilka miesięcy na to, by zweryfikować, czy zaproponowana technologia przyniesie nam oczekiwany rezultat, czyli szybką identyfikację obecności wirusa przy maksymalnie niskim koszcie testu.

Czy ten test może być dostępny dla wszystkich?
Jeśli test będzie dostępny dla wszystkich, to w pierwszej kolejności chcielibyśmy, żeby był wykorzystany w jednostkach służby zdrowia. Przykładowo, jeżeli do lekarza przyjdzie osoba z katarem, kaszlem czy gorączką, a więc objawami mogącymi wskazywać na infekcję koronawirusem, wtedy lekarz powinien móc wykonać szybki test, który sprawdzi, czy jest to rzeczywiście SARS-CoV-2. Test, który opracowujemy identyfikuje białka wskazujące na obecność koronawirusa. O tym, na ile będzie on dostępny dla wszystkich - a bardzo byśmy chcieli, żeby tak było - rozstrzygnie to, czy znajdziemy producenta, który będzie w stanie uruchomić produkcję na szeroką skalę. Jako jednostka badawczo-naukowa jesteśmy w stanie opracować technologię i wyprodukować krótkie serie na poziomie 600 sztuk testu miesięcznie. Z całą pewnością nie jesteśmy jednak w stanie zaspokoić popytu rynkowego na takie testy. Równolegle więc do rozwijania technologii będziemy poszukiwali przedsiębiorstwa, które będzie w stanie ten test produkować na masową skalę.

Jak będzie technicznie wyglądało wykonanie takiego testu?
W największym uproszczeniu test polegać będzie na pobraniu wymazu z ust i nałożeniu go na specjalnej płytce, która z kolei po umieszczeniu w odpowiednim urządzeniu będzie emitowała charakterystyczną barwę.

Podawał Pan wcześniej, że test może kosztować 30 zł. Co na ten temat można powiedzieć na tym etapie badań?
Konsekwentnie trzymamy się założeń projektowych, aby cena testu nie przekraczała 30 zł. Co bardzo istotne, kosztowa przewaga tego testu bierze się stąd, że nie musi on być przeprowadzany w warunkach laboratoryjnych, czyli reżimie sanitarno-epidemiologicznym wymaganym dla testów PCR, które dzisiaj wykonujemy w Łukasiewiczu. Koszty testów wykonywanych obecnie wahają się od 300 do 600 zł i wymagają dostarczenia próbki wykwalifikowanej kadrze pracującej w certyfikowanym laboratorium. Nasz nowy test będzie mógł być przeprowadzony przez każdego. Wprawdzie do jego wykonania konieczne będzie urządzenie, ale jest ono już dostępne na rynku, a jego koszt to około 10 tys. zł. To właśnie to urządzenie będzie prześwietlało włożoną przez nas próbkę i w ciągu 30 do 40 minut dawało wynik testu. Same testy mają kosztować około 30 zł.

Mógłby Pan zdradzić, czy są konkretne firmy zainteresowane realizacją takiego projektu i produkcją testów na dużą skalę?
W tym momencie prowadzimy bardzo poważne i zaawansowane rozmowy z jedną firmą. Podmiotem wdrażającym będzie Łukasiewicz - Instytut Technologii Elektronowej, który wyprodukuje pierwsze serie. Zdecydowaliśmy się na taki tryb procedowania, aby nie przedłużać negocjacji i maksymalnie przyspieszyć cały proces. Myślę, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy będziemy w stanie wskazać producenta testów. Jeszcze raz podkreślę, że sam test trzeba będzie umieścić w urządzeniu, którego koszt szacujemy na około 10 tys. zł. W takie urządzenia można wyposażyć nie tylko jednostki służby zdrowia, ale także miejsca użyteczności publicznej, takie jak dworce, hotele, lotniska, przejścia graniczne czy stacje benzynowe. Oczywiście zakup takiego urządzenia do użytku domowego jest zbyt kosztowny, dlatego docelowo myślimy o tych wszystkich miejscach, gdzie mamy do czynienia z dużymi skupiskami ludzi. Dobrym przykładem mogą być chociażby zakłady pracy, które dziś wyposażają się w kamery termowizyjne i dozowniki płynów dezynfekujących. W porównaniu do urządzeń potrzebnych do przeprowadzania testów PCR kosztujących kilkaset tysięcy złotych nowe testy wraz z niezbędnym oprzyrządowaniem, będą pod każdym względem bardziej konkurencyjne.