11 listopada. Rano na odprawie szok. Będziemy dziś bili policjantów, kompanię z Legionowa. I mamy nie pytać czemu, bo to wierchuszka zarządziła.

Musimy uczyć się zachowań chuliganów, za których będziemy przebrani. Dowódca puścił nam rap. Razem krzyczeliśmy „Zostać stróżem prawa to jest pomysł durny, p...y wszyscy razem policyjne k...y”, pokazując na siebie palcami. Potem rozdał nam kominiarki, race i koszulki z napisem HWDP. Nie starczyło i część została w koszulkach z napisem „Policja”. Pomyślałem, że to niezbyt mądrze, ale ja nie jestem od myślenia. Chuligani mają hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna”, więc spytałem, czy możemy krzyczeć „Bij, kto w Boga wierzy” jak w „Trylogii”. Z polskiego miałem trzy plus. Dowódca, że OK.

Zawieźli nas na Marszałkowską. Ci z Legionowa stali kordonem. Wrzasnąłem „gestapo” i ruszyliśmy. Poszedł gaz i salwa z gładkolufowej. Niestety, oberwałem. Wzięli mnie za kordon, gdzie oprzytomniałem. Niestety, przez zamroczenie pomieszało mi się, czy jestem policjantem, czy chuliganem. I rzuciłem w tłum racą. Teraz rzecznik tłumaczy, że rzucałem w obronie własnej. Głupio wyszło, ale dowódca pociesza, że będzie dużo takich akcji, to się nauczę.