- Nasze dzieci potrzebują uczciwych nauczycieli

 – głosił napis na jednym z plakatów. „Liczyć głosy na wyborach i nie bić ludzi – uczą w szkole, uczą w szkole, uczą w szkole” – napisał ktoś inny, parafrazując słowa znanej wszystkim na Białorusi radzieckiej piosenki dla dzieci, zwanej hymnem pierwszoklasistów.

- Kto nie idzie za Łukaszenką, dla tego nie ma miejsca w szkole? Jestem przeciwna filtrowaniu nauczycieli na słusznych i niesłusznych ideologicznie

– powiedziała Alena, która uczy w klasach początkowych od 1989 roku.

- Nauczyciele, którzy nie popierają ideologii państwowej, nie powinni pracować w szkole

 – oświadczył dzień wcześniej prezydent Białorusi.

Co to znaczy ideologia państwowa dzisiaj? To uzurpatorstwo, tyrania, ludobójstwo własnego społeczeństwa, to zwalnianie za poglądy” – nie przebierała w słowach Zemfira, również nauczycielka. „My nie chcemy uczyć dzieci czegoś takiego” – dodała.

Dla Aleny, jak mówiła, przełomowy był dzień wyborów prezydenckich 9 sierpnia.

- Kiedy zaczęło się to kłamstwo na kolosalną skalę, kiedy ludzie przychodzili z białymi wstążkami, widzieliśmy tę gigantyczną frekwencję i nagle okazuje się, że nas jest tylko 10 proc. To po prostu okropne kłamstwo

 – oceniła, nawiązując do oficjalnych wyników wyborów. Według nich Łukaszenka zdobył 80,1 proc. głosów, a jego oponentka Swiatłana Cichanouska – 10,1 proc.

Rozmówczynie opowiadały, że były świadkami, jak w dzień wyborów dyrektorki szkół wzywały OMON do rozpędzania ludzi, czekających na wywieszenie protokołów w komisjach wyborczych na terenie szkół. Przed siedzibą ministerstwa edukacji zgromadziło się dziś co najmniej kilkaset osób. W czasie gdy trwał tam protest, obok ustawiały się nadjeżdżające ciężarówki z OMON-em i samochody do rozpędzania demonstracji.

- To nie dla nas, a na wieczór, bo planowany jest mityng na Placu Niepodległości

– wyjaśniła Alena. To dosłownie 100 metrów dalej.