W USA zwykle kończący pierwszą kadencję prezydent z danej partii nie ma wielkich problemów ze zdobyciem nominacji na kandydowanie w kolejnej. Wyjątki są bardzo rzadkie a od wprowadzenia systemu prawyborów w 1912 oraz jego reformy w latach pięćdziesiątych nie zdarzyło się to ani razu. Jedynym wyjątkiem, poniekąd, były wybory w 1952 w których demokratyczny senator Estes Kefauver rzucił wyzwanie Harriemu Trumanowi i zwyciężył w pierwszych prawyborach w New Hampshire. Truman prawdopodobnie nie zdobyłby nominacji ale postanowił po tym zdarzeniu sam zrezygnować. Bardzo blisko było również w 1976 roku, kiedy niepopularnemu przedstawicielowi Repiblikanów Geraldowi Fordowi wyzwanie rzucił Ronald Reagan. Carter ostatecznie wygrał te prawybory, ale ledwo – zdobył 1187 delegatów a Reagan 1070.

W tym roku Donald Trump również musiał zmierzyć się z pretendentami. W prawyborach oprócz niego wzięli udział były gubernator Massachusetts i kandydat na wiceprezydenta Partii Libertariańskiej w 2016 roku Bill Weld, były kongresman Joe Walsh i były gubernator Południowej Karoliny Mark Sanford. Lewicujące media spekulowały, że Trumpa czeka ciężka walka, a jego rzekoma niepopularność wśród Republikanów, oskarżenia o współpracę z Kremlem i kiepskie sondaże sprawią, że jako pierwszy urzędujący prezydent przegra prawybory. Ostatecznie jednak Trump wygrał wszystkie zdobywając ponad 94% głosów i 2339 z 2340 delegatów.

Delegaci mieli zagłosować nad jego nominacją już w czerwcu. Plany skomplikowała jednak pandemia. Początkowo Republikanie chcieli zorganizować RNC w normalny sposób w mieście Charlotte ale opóźnili RNC licząc, że sytuacja epidemiologiczna ulegnie poprawie. W końcu lewicowy gubernator Karoliny Północnej nie zgodził się na organizację tak dużej imprezy. Republikanie postanowili więc przenieść ją do Jacksonville na Florydzie, ale tam nagły wzrost zachorowań również stanął na przeszkodzie. Ostatecznie więc wrócili do Charlotte, ale tegoroczna RNC będzie prowadzona w dużo bardziej wirtualnej formie, z wieloma gośćmi przemawiającymi przez internet a nie osobiście. Za nominacją Trumpa zagłosuje również osobiście tylko ułamek delegatów. Konwencja ma być jednak mniej wirtualna niż ta zorganizowana przez Demokratów a osoby, które wezmą w niej udział osobiście, mają nosić maseczki i otrzymają testy na koronawirusa.

Narodowa Konwencja Republikanów potrwa cztery dni a jej główna część będzie rozpocznie się ok. 20:30 czasu lokalnego. Każdy dzień ma swój własny temat: Kraj Obietnic, Kraj Możliwości, Kraj Bohaterów i Kraj Wspaniałości. 336 delegatów z poszczególnych stanów spotkało się już dzisiaj rano i wieczorem dokonają formalnego głosowania nad przyznaniem Trumpowi nominacji. On sam wygłosi mowę w której ją zaakceptuje dopiero w czwartek łącząc się z Narodową Konwencja Republikanów z Białego Domu. Zrywając jednak z dotychczasową tradycją ma zamiar przemawiać każdego dnia konwencji.

Tradycyjnie już w wydarzeniu wezmą udział i wygłoszą przemówienia członkowie jego administracji, przedstawiciele władz partyjnych i republikańscy politycy. Ich lista nie budzi wielkiego zdziwienia. Przemówienia wygłoszą również członkowie jego rodziny. To też nie jest nic niezwykłego, ale ich przemówienia mogą być szczególnie interesujące, gdyż rodzina Trumpa, zwłaszcza jego córka Ivanka, zięć Jared Kushner i syn Donald Jr. odegrali całkiem dużą rolę w jego administracji.

Na konwencję zaproszono również sporo zwykłych obywateli, którzy zostali w jakiś sposób poszkodowani przez lewicę lub ci, którym pomógł Donald Trump. Znajdzie się wśród nich między innymi Nicholas Sandmann, nastoletni wyborca Trumpa który wdał się w konfrontację z indiańskim aktywistą. Lewicowe media nie sprawdziły wszystkich faktów i zrobiły z niego rasistę a on właśnie walczy z nimi w sądach o milionowe odszkodowania. Republikanie zaprosili też Andrew Pollacka, którego córka zginęła w szkolnej strzelaninie i który walczy teraz o dodatkowe fundusze na ochronę w szkołach oraz Tanyę Weinreis, której kawiarnia przetrwała pandemię dzięki rządowym tarczom antykryzysowym.

W konwencji weźmie udział również Ann Dorn, której mąż, emerytowany czarnoskóry kapitan policji, został zastrzelony przez aktywistę Black Lives Matter podczas protestów w Saint Louis kiedy przeszkodził mu w rabowaniu lombardu. Na konwencji pojawi się również małżeństwo Muellerów, których córka Kayla została zamordowana przez ISIS gdy pracowała w organizacji niosącej pomoc charytatywną.

Największą niespodzianką na liście gości jest jednak obecność małżeństwa McCloskeyów. Ta para prawników z St. Louis w stanie Missouri, którzy według amerykańskich mediów całe życie głosowali na lewicę, zasłynęła podczas jednego z licznych protestów Black Lives Matter. Kiedy aktywiści wdarli się na zamknięte osiedle na którym mieszkali i zaczęli im grozić, wyszli przed swój dom z bronią w ręku i nie oddając nawet jednego strzału sprawili, że aktywiści BLM opuścili teren. St. Louis to jedno z najbardziej lewicowych miast w USA i chociaż małżeństwo posiadało broń legalnie, a prawo stanowe dopuszcza użycie jej w obronie własnego domu, to lewicowa prokurator i tak nakazała przeprowadzenie w ich sprawie śledztwa. Donald Trump wielokrotnie stawał w ich obronie a prawicowy gubernator Missouri z góry zapowiedział, że jeśli zostaną skazani - to on, jako prezydent USA ich uniewinni.

Kolejnym gościem będzie słynna antyaborcyjna aktywistka Abby Johnson, znana z filmu „Nieplanowane”. Donald Trump ma opinię największego obrońcy życia w Białym Domu od czasów Ronalda Reagana. Dla amerykańskich aktywistów było to wielkim zaskoczeniem, gdyż w trakcie kampanii w 2016 tak się nie prezentował, ale już po zwycięstwie uznał walkę z aborcją za jedną z kluczowych spraw i korzystał z każdej okazji żeby zaszkodzić przemysłowi aborcyjnemu. Johnson zapewne opowie o sukcesach prezydenta USA na tym polu – obrona życia jest od dawna kluczową sprawą dla Republikanów ale sondaże pokazują, że rosnąca liczba Demokratów też uważa, że lewica zaszła w promowaniu aborcji za daleko.

Według medialnych przecieków głównym celem tej konwencji będzie pokazanie, że wbrew lewicowym mediom w Partii Republikańskiej nie ma żadnych podziałów i jest ona zjednoczona wokół Trumpa. Na pewno dużo miejsca zajmie też temat koronawirusa i walki Trumpa o kolejne ustawy antykryzysowe, zamieszki Black Lives Matter czy wreszcie to jak bardzo na lewo skręciła w ostatnich latach Partia Demokratyczna.