Najsłynniejsze trucicielki w historii

Były doskonałymi chemiczkami, znały się na ziołach, minerałach i ich właściwościach, potrafiły sporządzać substancje o działaniu błyskawicznym jak i powolnym, drobiazgowo rozpracowały organizm człowieka i jego funkcjonowanie. Byłyby świetnymi lekarzami, gdyby nie fakt, że zamawiano u nich jedynie to, co pomagało wysyłać ludzi na tamten świat…

Lokusta z Neronem sprawdzają działanie trucizny na niewolniku
mal. Joseph-Noël Sylvestre

W starożytności sławę zdobyła niejaka Lokusta – trucicielka, z której usług korzystało wielu wysoko urodzonych Rzymian. Swą karierę zaczęła skromnie od usunięcia z tego padołu swego męża.  Walono do niej tłumnie, gdyż oferowała szeroki wachlarz trucizn – od szybko działających, przez deformujące ciało aż po takie, które prowadziły do szaleństwa. W dodatku nie brała pieniędzy od biedaków, odkuwając się na bogaczach. Dzięki niej Messalina, żona cesarza Klaudiusza, pozbyła się paru osób. Potem Agryppina zleciła przygotowanie specyfiku na samego Klaudiusza, a gdy na tron wstąpił Neron, Lokusta stała się wręcz trucicielką nadworną: usunęła m.in. Brytannika, choć tu po raz pierwszy nie wyszło jej od razu. Pierwsza trucizna nie zadziałała, za co kobieta została ukarana chłostą. Ale Neron potrafił też być wdzięczny – za zasługi dla imperium Lokusta otrzymała majątek ziemski oraz zgodę na założenie szkoły trucicielskiej. Jednak kilka lat później, po przewrocie pałacowym i usunięciu Nerona, Lokustę stracono w ramach usuwania popleczników byłego cesarza.

Najsłynniejszą „naszą” trucicielką jest bez wątpienia legendarna żona Popiela, której działalność na polu trucicielskim opisał Jan Długosz: „(Popiel) miał zaś złoty puchar pokryty delikatną i kunsztowną rzeźbą, w którym przez królową sporządzony napój, chociaż w niewielkiej ilości i niepozorny, pienił się i burzył, wznosząc się z szumem do góry, chociaż sięgał zaledwie do połowy naczynia, a po zdmuchnięciu piany, powracał do poprzedniej ilości, jak to widzimy na wrzątku, gdy się spod niego usunie ogień. W takim przeto pucharze umieszczono śmiertelny napój i podano wpierw królowi Popielowi, który go skosztowawszy chciał, żeby wszyscy uważali go za czysty i zdrowy. Król jednak skosztował tylko pozornie, a dokonując tej próby, udawał tylko, że pije, zdmuchnąwszy piany, które zajmowały połowę naczynia, rzeczywiście nie tylko nie skosztował, ale nawet nie dotknął go usty, pozostałą zaś połowę, w której był silny jad, wypijał każdy ze stryjów i panów przedniejszych, dawszy uprzednio pocałowanie królowi”.

O usuwanie wrogów za pomocą trucizny wielokrotnie oskarżana była królowa Bona, szczególnie z racji urodzenia na Półwyspie Apenińskim, na którym ten sposób pozbywania się nieprzyjaciół i uprawiania polityki doprowadzono do perfekcji. Całe rzesze trudniły się produkcją wszelkiego rodzaju trucizn, reklamowanych jako niezwykle skutecznych. „Jakoż znaleziono w domu jego w Kutnie truciznę, zachowaną w puszce cynowej, po którą rzeczony (…) jeździł aż do Wenecyi i kupił ją za dwieście pięćdziesiąt złotych, a która mieściła w sobie jad tak potężny, że bez zatrucia nią nawet jadła lub napoju i bez pomazania ciała, samym tchem i wonią zabijała każdego” – pisał skrupulatny Długosz. Bona wymieniała ożywioną korespondencję z wprost pomawianą o liczne otrucia – Lukrecją Borgią. Według współczesnych historyków polska królowa raczej mierzyła się ze swoją czarną legendą niż rzeczywiście truła przeciwników, a jedynym pewnikiem jest otrucie jej samej na zlecenie Habsburgów.

Podobnie wspomniana Lukrecja Borgia, oczerniana przez współczesnych i następne pokolenia, dopiero niedawno doczekała się rehabilitacji na kartach historii. Córka papieża Rodrigo Borgii, traktowana przez swego ojca i brata jako karta w przetargach politycznych, zmagała się już za swego życia z łatką trucicielki i największej wszetecznicy Rzymu. Z jej listów przebija wizerunek łagodnej i wrażliwej kobiety, wiadomo, że wspierała poddanych i dobrze rządziła księstwem Ferrary, a pod koniec życia stała się franciszkańską tercjarką. Jak najlepsze świadectwo wystawił jej papież Leon X, z którym korespondowała, co ma się nijak do opowieści, że każdy którego zaprosiła na kolację, najpierw spisywał testament, bojąc się otrucia.

W XVII-wiecznej Francji najsławniejszą trucicielką była Katarzyna Montvoisin zwana La Voisin, żona arystokraty, który ponoć straciwszy majątek namówił ją do podjęcia dochodowej działalności. Zaczęła od aborcji i według protokołów policyjnych w jej ogrodzie znaleziono ponad 2,5 tys. szczątków dzieci. W zeznaniach powiedziała też, że z ich krwi i organów wykonywała trucizny i afrodyzjaki. Katarzyna parała się czarną magią, utrzymywała kontakty z magami i katami paryskimi, organizowała też czarne msze, na których składano w ofierze niemowlęta. Jej własna córka uciekła z domu bojąc się o życie swego dziecka, zresztą zeznawała potem przeciwko matce na procesie. Francuska szlachta i dworzanie nieustannie byli jej klientami, dzięki czemu dorobiła się pałacyku i grona przyjaciół arystokratów. Pomysłowa trucicielka sprzedała koszulę nasączoną arszenikiem madame de Poulaillon, która zrobiła z niej prezent dla swojego męża. W marcu 1679 roku Voisin została aresztowana, postawiona przed sądem i oskarżona o liczne morderstwa, aborcje, śmierć i porwania niemowląt. Wraz z nią na ławie oskarżonych zasiadło 367 osób, a 37 skazano na śmierć. Katarzynę stracono w 1680 roku. Afera trucicielska za czasów Ludwika XIV była najsłynniejszą w historii Francji serią procesów o czary, trucicielstwo i morderstwo.

 

 

Źródło: niezalezna.pl

#trucizna #trucicielki #historia trucizn

albicla.com@ Magdalena Łysiak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo