Nie mamy w głowie obrazów z wojny polsko-bolszewickiej, nie było czasu, żebyśmy się tego nauczyli. Mamy nadzieję, że lukę tę wypełni nasza wystawa. Ekspozycja jest próbą przywrócenia zbiorowej pamięci obrazu tego konfliktu. Właśnie to czyni ją wyjątkową – powiedział podczas uroczystego otwarcia wystawy p.o. dyrektor MNW dr hab. Łukasz Gaweł.

Jednocześnie dodał, że bogate zbiory fotograficzne, których część znalazła się na ekspozycji „Fotorelacje. Wojna 1920”, powinny mieć w muzeum swoje stałe miejsce. I trudno się z nim nie zgodzić. Wiele z tych kadrów to miniaturowe dzieła sztuki fotograficznej – znakomity reportaż ukazujący dramaty i radości tamtych czasów. Na wystawie prezentowane są niemal wyłącznie oryginalne odbitki z epoki, naświetlone i wywołane w momencie rozgrywania się wydarzeń, które przedstawiają.

– Wiele osób wyrażało wątpliwość, czy to dobry pomysł, żeby operować oryginalnymi odbitkami, niektóre z nich liczą 6 na 6 cm. Zdecydowaliśmy się to zrobić. Te zdjęcia zmuszają nas do intymnego kontaktu

– zauważył dyrektor Gaweł.

Z kolei kuratorka ekspozycji Karolina Puchała-Rojek zwróciła uwagę na różne perspektywy fotograficznego widzenia wojny – relację oficjalną, propagandową i prywatną, amatorską i zawodową.

– Ekspozycja opowiada nie tylko o uczestnikach wojny, lecz także o tym, kto i jak fotografował

– podkreśliła kuratorka. Można zatem obejrzeć zdjęcia anonimowych autorów, ale również Kazimierza Mitery, Jana Zimowskiego, Wacława Saryusza-Wolskiego, Jana Bułhaka, Kazimierza Skórskiego, Adama Wisłockiego czy fotografie z prywatnego archiwum lekarza epidemiologa Kazimierza Habichta, który był łącznikiem w misjach medycznych, walczył z epidemią tyfusu i grypy hiszpanki.

Interesującą opowieść o tamtych czasach stanowią także zdjęcia kobiet, które szły na front. 

CAŁY ARTYKUŁ W DZISIEJSZYM WYDANIU "GAZETY POLSKIEJ CODZIENNIE"