Przemysław Obłuski: Przywódcy państw Unii Europejskiej potępili dziś stosowanie przemocy i nie uznali ważności wyborów prezydenckich na Białorusi. Czy pana zdaniem, zdecydowana i solidarna reakcja Zachodu (w tym sankcje) jest w stanie zmiękczyć Łukaszenkę?

Andrzej Poczobut: To jest sygnał przede wszystkim dla Białorusinów, którzy dzisiaj walczą o wolne wybory, walczą o zaprzestanie tortur, walczą po prostu o demokracje i wolność. Ale to też jest sygnał dla aparatu bezpieczeństwa, także dla urzędników, że Zachód jednoznacznie potępia te działania. Moim zdaniem to ważne, że udało się przywódcom unijnym w tak krótkim czasie zebrać i wydać to oświadczenie. Znamy przecież biurokrację brukselską. Na Białorusi słychać wprawdzie głosy, że to za późno, za słabo, ale przecież wiemy, jak wygląda polityka Brukseli i jak powoli Unia, która jest tworem złożonym z różnych państw, działa. To, że się udało wypracować solidarne stanowisko, uważam za sukces.

W zasadzie po każdych wyborach prezydenckich na Białorusi dochodziło do protestów, manifestacji i w związku z tym do przemocy ze strony milicji i OMONu. Nigdy jednak działania służb nie były tak brutalne. Co sprawiło, że reżim tym razem tak mocno docisnął?

- Skala poparcia dla kandydatki Swiatłany Cichanouskiej. Myślę, że Łukaszenka zdał sobie sprawę, że jeżeli gdzieś ok. 2/3 społeczeństwa jest przeciwko niemu, to utrzymać władze może tylko stosując przemoc. To, co się dzieje teraz, to jest powtórka 2010 roku, tylko w znacznie większej skali. Wtedy zastosowano przemoc, wtedy też był dialog z Zachodem, jednak opozycja została zmiażdżona po prostu. Aresztowano ok. ośmiuset osób, a wśród nich ośmiu kandydatów na prezydenta, były sprawy karne, ok. pięćdziesięciu więźniów politycznych. Na tle tego, co się dzieje dziś to oczywiście wydaje się śmieszne, bo mamy do czynienia z 7 tys. aresztowanych, a bardzo duża liczba spraw karnych była już w trakcie kampanii wyborczej, więc nie jest to porównywalne, ale to właśnie obrazuje, jak się zmieniło poparcie dla Łukaszenki, jak się skończyło poparcie dla Łukaszenki i dlatego mamy do czynienia z taką brutalną reakcją.

Łukaszenka próbuje straszyć konfliktem militarnym. Przesunął wojsko na zachodnią granicę i ogłosił stan pełnej gotowości bojowej. Co chce w ten sposób uzyskać i do kogo adresuje ten komunikat?

- On to mówi do Władimira Putina i mówi to do Białorusinów, ale zwłaszcza do aparatu państwowego. Jeżeli jest zagrożenie militarne, to wiadomo, że aparat musi zwierać szeregi, mobilizować się, poczuć strach itd. Poza tym Alaksandr Łukaszenka nie może przyznać się nawet sam przed sobą, że większość społeczeństwa jest przeciwko niemu. On uważa, że przeciwko niemu są zdrajcy i ludzie na usługach obcych agencji, a biorąc pod uwagę, że Łukaszenka jest polonofobem, to Polska wydaje się być zawsze jego ulubionym wrogiem, który przy każdej okazji się pojawia. To było zabawne, jak opisywano tę kampanię wyborczą w Polsce, jak niektórzy publicyści się martwili, że Łukaszenka niebawem zostanie usunięty przez Kreml. Dezinformacja, którą białoruskie media sączą od lat działała i nagle się okazało, że to Polska jest winna, ta sama Polska, która tak się martwiła, że Alaksandr Łukaszenka zostanie przez Kreml skrzywdzony.

Czy Alaksandr Łukaszenka może realnie liczyć na pomoc ze strony Rosji i jak ona mogłaby ewentualnie wyglądać?

- Tak. Są umowy, jest sojusz wojskowy i on może liczyć na poparcie ze strony Rosji. Zresztą Rosja go popiera, ale ma związane ręce, bo obecne protesty nie mają wymiaru geopolitycznego. One nie są skierowane przeciwko Rosji i tu się różnią od protestów na Majdanie. Tu nie padają deklaracje, że „idziemy na Zachód”, czy „idziemy na Wschód”. One są skierowane przeciwko Łukaszence, jego metodom, przeciwko braku demokracji i braku wolności. Geopolityki w tych protestach nie ma. Na ulicach są ludzie zarówno o prorosyjskiej orientacji, jak i prozachodniej i na razie jakoś się nie kłócą, dlatego, że Alaksandr Łukaszenka zadbał o to, żeby wszyscy czuli się zagrożeni. Tak samo zwierają szeregi jego przeciwnicy, jak i jego aparat. Kreml oświadczył, że w przypadku zewnętrznej agresji udzieli Białorusi pomocy. I od słów o „zewnętrznej agresji” pojawiła się potrzeba zewnętrznego wroga i stąd m.in. Polska i Litwa – to było oczywiste. 

Czy istnieje cień szansy na jakikolwiek dialog władzy z opozycją, jakiś kompromis?

- Wszystko zależy od rozmiaru protestu. Alaksandr Łukaszenka próbował zdławić go siłą, to się nie udało i musiał zrobić krok do tyłu. Teraz jednak znowu wraca do scenariusza siłowego, na razie ostrożnie, patrząc, jak reaguje społeczeństwo. Jeżeli rzeczywiście będzie ogólnokrajowy strajk, jeżeli się uda to zorganizować, to myślę, że Łukaszenka będzie musiał podjąć jakieś pertraktacje. To jest jednak ostateczność – on musiałby być „pod ścianą”. Dopóki nie będzie „pod ścianą”, żadnych pertraktacji nie będzie, bo to nie leży w jego naturze politycznej.


Sakiewicz: Polska uratowała dzisiaj honor Europy


Sakiewicz: Polska uratowała dzisiaj honor Europy