Sejm przyjął w piątek zmiany w prawie podwyższające wynagrodzenia dla samorządowców, parlamentarzystów i osób zajmujących kierownicze stanowiska w państwie, wiążące ich wysokość z wynagrodzeniami sędziów Sądu Najwyższego, a nie, jak dotąd, z kwotą bazową corocznie określaną w ustawie budżetowej. Ustawa została uchwalona m.in. głosami posłów Koalicji Obywatelskiej i PSL. Wszystko wskazuje na to, że to ludowcy byli inicjatorami dyskusji o podwyżkach. 

Po weekendzie wszystko się zmieniło i lider PO Borys Budka zaapelował do klubu senackiego Koalicji Obywatelskiej, by ją odrzucił. Senat stosunkiem głosów 48:45 opowiedział się przeciw podwyżkom dla osób na wysokich stanowiskach w państwie.

Sawicki podkreślił dziś w radiu TOK FM, że "dzisiaj trzeba już skończyć dyskusję na temat ewentualnych podwyżek dla polityków, ministrów i wiceministrów". "Uważam, że ten temat przynajmniej na kolejne pięć lat będzie tematem zamkniętym, nie ma co o tym dyskutować" - podkreślił poseł ludowców.

Na pytanie, czy jako polityk z 27-letnim stażem parlamentarnym nie był w stanie wyobrazić sobie skutków tego, że cała Polska dowie się, że Sejm podniesie sobie uposażenie i że efektem tego będzie oburzenie i hejt na opozycję.

- Wydaje mi się, że przez te 27 lat swojej służby parlamentarnej dwa moje największe błędy to ten, kiedy głosowałem za obniżeniem uposażeń dla polityków i samorządowców i teraz ten, kiedy głosowałem za podniesieniem. I za to mogę tylko przeprosić

 - kajał się Sawicki.

Poseł PSL powiedział też, że byłby za wprowadzeniem dwukadencyjności parlamentarzystów.

- Rozmawiałem o tym już parę lat temu, jeśli wprowadzaliśmy dwukadencyjność dla samorządowców, to również należałoby wprowadzić dwukadencyjność dla parlamentarzystów. Pomimo, że jestem posłem bez przerwy 27 lat, to akurat uważam, że takie rozwiązanie nie jest rozwiązaniem złym

- powiedział Sawicki.