W pierwszym półfinale Ligi Mistrzów nietrudno było wskazać faworyta. Z jednej strony zbudowana bez liczenia się z kosztami, za pieniądze szejków, drużyna paryżan, a z drugiej absolutny debiutant na tym poziomie rozgrywek z Lipska. Zespół z Bundesligi potrafił jednak dominować w ćwierćfinale z  bardziej cenionym Atletico Madryt. Można się było zatem spodziewać, że podopieczni zaledwie 33-letniego Juliana Nagelsmanna nie przestraszą się również milionerów z PSG. Rzeczywistość okazała się jednak dla Niemców brutalna.

"Czerwone Byki" miały się czego obawiać, bo trener Thomas Tuchel postawił od pierwszych minut na ofensywne trio: Di Maria - Mbappe - Neymar. I właśnie Brazylijczyk już na początku spotkania miał znakomitą okazję do otworzenia wyniku. W pojedynku sam na sam z bramkarzem minimalnie jednak przestrzelił. Nie pomylił się natomiast jego rodak - Marquinhos. Di Maria doskonale dośrodkował z rzutu wolnego, pomocnik PSG wyskoczył w górę, jakby miał sprężyny w butach i precyzyjnie uderzył głową. PSG prowadziło i nadal z rozmachem nacierało na bramkę Petera Gulacsi'ego.

Imponujący wyskok Marquinhosa i PSG prowadziło w półfinale Ligi Mistrzów

"Czerwone Byki" otrząsnęły się jednak z tego początkowego naporu rywala i w 24 minucie powinno być 1:1. Konrad Laimer szarpnął na skrzydle, ale Poulsen fatalnie zmarnował jego dobre podanie. Spotkanie wyrównało się, ale po chwili to znów PSG było blisko zdobycia kolejnej bramki. Sprytnie z rzutu wolnego uderzył Neymar, a węgierskiego bramkarza uratował słupek. W półfinale Champions League nie można jednak polegać wyłącznie na szczęściu. W 42. Gulacsi karygodnie podał piłkę pod nogi przeciwnika, ta błyskawicznie trafiła do Di Marii, który podwyższył prowadzenie paryżan. Ten mecz mógłby rozstrzygnąć się już przed przerwą, gdyby Neymar trochę lepiej ustawił swój celownik. Niestety dla PSG - Brazylijczyk tuż przed gwizdkiem znów spudłował.

Trzej przyjaciele z boiska w wersji PSG

Tymczasem w drugiej połowie zawodnicy z Lipska wyszli na murawę z wiarą, że wynik spotkania można jeszcze odwrócić. Tą wiarę mogli jednak utracić już w 56 minucie. Znów znakomite dośrodkowanie Di Marii i Juan Bernat z bliska umieścił głową futbolówkę w bramce. Piłkarze spod znaku "Red Bulla" próbowali protestować u arbitra, domagając się odgwizdania faulu bądź spalonego, ale nic nie wskórali.

PSG wciąż było mało. Swoją bramkę koniecznie chciał zdobyć Kylian Mbappe. Raz po raz strzelał na bramkę Lipska. Gulacsi jednak - przynajmniej częściowo - zrehabilitował się za wcześniejszy błąd i bronił jak w transie. Węgier więcej goli nie wpuścił, a jego koledzy nie byli w stanie zdobyć chociażby honorowej bramki. W ten sposób RB Lipsk w dość bezbarwnym stylu zakończył swoją piękną przygodę z Ligą Mistrzów.

Swojego finałowego rywala PSG pozna w środowy wieczór. Wtedy Robert Lewandowski wraz z kolegami z Bayernu Monachium zmierzą się z drugą francuską drużyną w stawce - Olympique Lyon.

                              

RB Lipsk -  Paris Saint-Germain 0:3

Bramki: Marquinhos 13', A. Di Maria 42', J. Bernat 56'