Dr Eberhardt nie ukrywał, że ostatnie dni były dla Łukaszenki "wyjątkowo złe".

- Najpierw, w niedzielę wielki demonstracje w całej Białorusi zgromadziły łącznie 300-400 tys. osób. Wczorajszy dzień jeszcze trudniejszy w obliczu zbuntowania się jego tradycyjnej "bazy" - olbrzymie strajki w zakładach przemysłu ciężkiego, w mediach państwowych. To pokazuje, że nadzieja Łukaszenki w to, że uda się wygasić nastroje protestacyjne się nie spełnia, tak jak w pierwszych dwóch-trzech dniach po wyborach nie spełniła się nadzieja, że siłą spacyfikuje protesty. Pod tym względem, rzeczywiście jest w kłopocie. Pamiętajmy jednak też, że może wrócić do scenariusza siłowego, choć teraz ten scenariusz byłby zapewne bardzo, bardzo krwawy

- powiedział szef Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Katarzyną Gójską.

Zdaniem eksperta, dla Łukaszenki ważne są trzy elementy - poparcie społeczne, spójność nomenklatury oraz spójność sektora siłowego. Zaznaczył, że o ile poparcie społeczne wyparowało, "społeczna złość jest bardzo duża", a protestujący domagają się rezygnacji Łukaszenki, o tyle pewne "pęknięcia" wśród przedstawicieli nomenklatury nie pozwalają mówić, że "zaplecze odwróciło się od Łukaszenki", choć ten proces przyspiesza. Jeszcze inaczej sprawa wygląda w strukturach siłowych. 

- Tu nie mamy żadnych sygnałów, że "zdradziły" one Łukaszenkę i myślę, że to jego ostatnia deska ratunku. A także Rosja, który zajmuje pozycję wyczekującą

- dodał Eberhardt.

Podkreślił, że wariant "podmiany" Alaksandra Łukaszenki nie jest realny z uwagi na mentalność urzędującego 26 lat prezydenta, który "kompromisy uważa za przejaw słabości". 

- Pytanie, co powie Rosja. Łukaszenka codziennie dzwonił do Putina, opowiadał, jakie dostał sygnały pomocy i wsparcia ze strony Rosji. Co znamienne - mówił to Łukaszenka, a nie Putin, któremu obecnie nie w smak jest popierać Łukaszenkę w sposób ostentacyjny. Z drugiej strony - dla Rosji zwycięska rewolucja na Białorusi to także nic dobrego, bo to pewien "zły przekaz", który idzie do obywateli rosyjskich, wśród których poparcie dla Putina - choć wolniej niż dla Łukaszenki

- wypala się - powiedział dr Adam Eberhardt z OSW.