Przydacz udzielił dziś informacji sejmowej komisji spraw zagranicznych o sytuacji na Białorusi po wyborach. Ocenił, że proces wyborczy odbiegał od standardów międzynarodowych. Przypominał, że w pierwszej fazie protestów miała miejsce brutalna ich pacyfikacja przez siły porządkowe, pojawiły się też ofiary śmiertelne, natomiast w drugiej części protestów można zaobserwować lekką deeskalację agresji służb.

- Sytuacja jednak nadal pozostaje mocno napięta

- ocenił.

Relacjonował, że w niedzielę odbyły się wiece poparcia Łukaszenki zorganizowane przez władze oraz duży - kilkusettysięczny - wiec sprzeciwu wobec Łukaszenki.

- Znajdujemy się w sytuacji mocno nieprzewidywalnej i bardzo dynamicznej. Na tym etapie trudno jest przewidzieć, w jakim kierunku finalnie ten proces będzie podążał, w którym kierunku nastąpi przesilenie polityczne

- mówił Przydacz.

- To co na pewno możemy powiedzieć to to, że Białoruś po raz pierwszy od 26 lat jest świadkiem tego typu wydarzenia. Te protesty gromadzą już nie tylko znanych nam opozycjonistów, młodzież, studentów, ale również dołączyły do nich inne środowiska, w tym przede wszystkim robotnicze - dodał wiceszef MSZ.

Zdaniem Przydacza to protesty robotnicze, naciski międzynarodowe spowodowały zmianę podejścia władz w Mińsku. Według wiceszefa MSZ Łukaszenkę zaskoczyła masowość protestów i połączenie środowisk niezależnych z osobami, które dotychczas nie angażowały się politycznie oraz lokalizacja protestów na terenie całego kraju, w tym terenie małych miast i wiosek. Oceniał również, że pokojowy charakter protestów i brak liderów zaskoczył prezydenta Białorusi.

- Mimo że Swiatłana Cichanouska była kandydatem sprzeciwu, kandydatem na prezydenta, sama z własnej decyzji nie przedstawiała pozytywnego programu poza koniecznością przeprowadzenia raz jeszcze procesu wyborczego w warunkach względnej swobody

- mówił wiceszef MSZ.

Brak wyrazistego lidera - według Przydacza - to problem dla Łukaszenki, który nie jest w stanie oskarżyć jednej osoby i dyskredytować ją.

Wiceszef oceniał również, że dochodzi do pęknięcia wśród obozu władzy. - Ewidentnie dochodzi do pęknięcia w establishmencie politycznym, co z perspektywy tych, co oczekują zmiany na Białorusi daje dodatkową nadzieję - mówił.

Przypominał o inicjatywach polskich, w tym m.in. apelu szefów MSZ Trójkąta Weimarskiego o przeprowadzenie uczciwych wyborów na Białorusi, licznych apelach prezydenta Andrzeja Dudy czy wezwaniu przez premiera Mateusza Morawieckiego do zorganizowania nadzwyczajnego szczytu UE. Przydacz przypomniał również, że to na wniosek szefa MSZ Jacka Czaputowicza zwołane zostało nadzwyczajne posiedzenie rady do spraw zagranicznych, w wyniku której zadeklarowano przygotowanie indywidualnych sankcji wobec osób, które fałszowały wybory lub przyczyniały się do brutalnej pacyfikacji protestów.

Deklarował, że Polska przygotowuje się też na falę uchodźców politycznych, którzy na skutek prześladowań będą chcieli przekroczyć polską granicę. Pakiet legislacyjny dotyczący tej kwestii - jak zapewniał - jest już obecnie wdrażany.

Informował, że są wstępne sygnały od kilku partnerów europejskich dotyczące zajęcia się sprawą Białorusi "na najwyższym szczeblu" i wyraził nadzieję, że dojdzie do tego "w perspektywie kilku dni".

- Dla nas najważniejsze jest ustabilizowanie sytuacji na Białorusi i ponowne przeprowadzenie wyborów

- mówił wiceszef MSZ.

- Wzywaliśmy władze białoruskie do powtórzenia procesu wyborczego, mamy nadzieję, że ten apel został usłyszany w Mińsku i że zostanie on wzmocniony poprzez sygnały ze strony państw sojuszniczych

- dodawał Przydacz.

Przypominał także o pozostałych postulatach Polski wobec władz w Mińsku, w tym o konieczności uwolnienia wszystkich więźniów politycznych i zaprzestania pacyfikacji oraz brutalnych reakcji służb porządkowych.