Trzech spośród czterech Polaków zatrzymanych na Białorusi w związku z protestami jest już na wolności.

Po raz pierwszy protesty zaczęły się już rano, gdy w Mińsku setki kobiet formowały "łańcuchy solidarności". Wiele z nich miało przy sobie zdjęcia bliskich, zatrzymanych podczas protestów. Łańcuchy te rosły w ciągu dnia, zapełniając centralne place stolicy.

Tysiące pracowników przerwało pracę w zakładach, by zaprotestować przeciw brutalności sił specjalnych co - jak pisze Associated Press - może być zapowiedzią groźnych dla rządu strajków. Pojawiły się informacje o protestach w zakładach Grodno-Azot, Grodnożiłstroj, Terrazit, na Rynku Lidzkim, w zakładach Biełmiedprieparaty

Jeden z demonstrantów zginął w poniedziałek i w czwartek tysiące ludzi zebrały się w miejscu jego śmierci, a wielu z nich przyniosło kwiaty. Ambasadorowie państw UE również złożyli kwiaty w tym miejscu.

Do manifestacji w Mińsku i innych miastach dołączyli medycy, którzy ogłosili, że brutalność z jaką siły specjalne tłumią protesty przeszła wszelkie granice.

Wszczęto dochodzenie w sprawie osób organizujących protesty, co oznacza, że władze przygotowują się do wydania wyroków na część zatrzymanych; grozi im do 15 lat więzienia.

Podczas spotkania z pracownikami fabryki w Grodnie tamtejszy szef milicji przeprosił za brutalne tłumienie protestów. Kilkudziesięciu emerytowanych milicjantów i wojskowych zamieściło w internecie nagrania wideo, na których wyrzucają swoje mundury do śmieci. Kilku popularnych spikerów telewizyjnych odeszło z pracy.

Ponad 100 naukowców - wykładowców i pracowników uczelni - podpisało się pod apelem do władz o zatrzymanie przemocy wobec uczestników protestów powyborczych i o uwolnienie więźniów politycznych. "Uważamy działania struktur siłowych za bezprawne i niedopuszczalne" - oświadczyli.

W piątek odbędzie zorganizowane w trybie pilnym spotkania szefów dyplomacji państw unijnych poświęconego konfliktowi na Białorusi.Szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo, który w czwartek złożył wizytę w Słowenii, powiedział że liczy na to, iż USA wspólnie z UE wypracują "lepsze rozwiązanie dla narodu Białorusi".

Rząd Niemiec, które sprawują obecnie prezydencję w Unii Europejskiej, wezwał w czwartek wieczorem ambasadora Białorusi w Berlinie do złożenia wyjaśnień w związku represjami wobec protestujących po wyborach prezydenckich w tym kraju - podała w czwartek AFP, powołując się na źródło w niemieckim MSZ.

Berlin chce wyrazić dezaprobatę wobec postępowania Mińska po kontrowersyjnym zwycięstwie prezydenta Alaksandra Łukaszenki w niedzielnych wyborach.

Na Białorusi zatrzymano już, często bardzo brutalnie, około 7 tys. osób.