Jak przekazała policjantka, na miejscu są prowadzone czynności, m.in. oględziny miejsca zdarzenia, przy udziale technika kryminalistyki; są też m.in. strażacy, WOPR oraz eksperci z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

- Jest również obecna prokurator z Prokuratury Rejonowej w Nowym Dworze Mazowieckim, która te czynności nadzoruje. Dopiero po ich wykonaniu straż pożarna będzie się starała wydobyć wrak śmigłowca na ląd

- powiedziała st. asp. Joanna Wielocha.

Dodała, że ze wstępnych ustaleń wynika, iż śmigłowcem lecieli młoda kobieta i 25-letni mężczyzna pochodzący z województwa kujawsko-pomorskiego. "Prawdopodobnie on był instruktorem, a ona kursantką" - podała st. asp. Wielocha.

Do wypadku doszło ok. godz. 14.00 na wysokości ul. Promiennej w Sadach. Do Wisły wpadł tam lekki śmigłowiec Robinson. Jako pierwszy do rozbitków dotarł patrol policji rzecznej, który wyłowił rannych - mężczyznę i kobietę - z wody oraz przetransportował ich na brzeg.

Następnie rannych zabrało pogotowie; są w stanie ciężkim - mają potłuczenia i złamania. "Mężczyzna został zawieziony karetką do szpitala. Po kobietę z kolei przyleciało Lotnicze Pogotowie Ratunkowe" - informował rzecznik Mazowieckiego Komendanta Wojewódzkiego PSP mł. bryg. Karol Kierzkowski.

Strażak relacjonował, że po wypadku śmigłowiec wystaje lekko z wody i znajduje się na środku Wisły.

- Mamy potwierdzone, że w środku maszyny oprócz tych dwóch osób nikogo więcej nie było. Na szczęście na razie nie widać, aby wyciekało z niej paliwo lotnicze. Prewencyjnie będziemy jednak rozkładać zapory, które będą miały za zadanie ewentualne ograniczanie jakiś wycieków

- wyjaśnił.

Maszyna, która wpadła do Wisły to prawdopodobnie szkoleniowy śmigłowiec, który leciał z lotniska z Modlinie