Zgodnie z danymi zamieszczonymi w oświadczeniu majątkowym, skarbnik Michał Czekaj zarobił w ubiegłym roku prawie 377 tys. zł. Dla porównania minister finansów Tadeusz Kościński zarobił w ubiegłym roku prawie 167 tys. zł. Jak zarobki warszawskich urzędników oceniają politycy? Zapytaliśmy!

Piotr Mazurek, warszawski radny Prawa i Sprawiedliwości:

To jest kolejny dowód obłudy pana Rafała Trzaskowskiego i jego ekipy. Cały czas słyszymy, że w Warszawie nie ma pieniędzy, ale okazuje się, że tych pieniędzy nie ma na cele związane z interesami mieszkańców stolicy, ale dla władzy warszawskiej i jej sojuszników w postaci na przykład organizacji LGBT te pieniądze są. Zarobki w warszawskim ratuszu są bardzo wysokie. W kampanii wyborczej wielokrotnie słyszeliśmy z ust polityków Platformy, że władze państwowe za rzekome wspieranie tzw. swoich, podczas gdy słusznie zauważone, że ministrowie, wiceministrowie zarabiają dwa, trzy razy mniej niż warszawscy urzędnicy. Z całym szacunkiem, ale jednak odpowiedzialność członków rządu jest dużo większa niż urzędników stołecznego ratusza. Nie uważam, że urzędnicy w warszawskim samorządzie powinni słabo zarabiać, ale faktycznie ta dysproporcja zwraca uwagę i to powinno być bardziej związane ze skalą odpowiedzialności między rządem a samorządem.

Artur Dziambor, poseł Konfederacji:

To absolutnie nie jest normalna sytuacja, ponieważ tego typu osoby powinny zarabiać w odpowiedni sposób, powiedzmy proporcjonalny do średnich zarobków społeczeństwa. Ja jestem w stanie zrozumieć, że stanowisko jakiegoś dyrektora w urzędzie to jest stanowisko managerskie, jest to człowiek, który zarządza jakąś działką i powinien być wynagradzany w sposób uczciwy, ale uczciwie to nie jest przesadnie. Szczególnie gdy to jest praca publiczna, gdy to utrzymanie w 100 procentach wynika z naszych podatków.

Władysław Teofil Bartoszewski, poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego:

Problemem są zarobki ministrów i wiceministrów. Zwłaszcza w tym drugim przypadku są one niepoważne. Dlatego jest kłopotem z werbowaniem ludzi, którzy cokolwiek potrafią. Te zarobki są absolutnie niekonkurencyjne w stosunku do sektora prywatnego. Wiceminister w przeciwieństwie do ministra nie ponosi odpowiedzialności politycznej, ale podnosi ogromną odpowiedzialność za to, co dzieje się w resorcie, bo on ma być fachowcem od danej dziedziny, a nie politykiem, który ma to nadzorować. Ten kłopot był przy wszystkich rządach. Zarobki powinny być zdecydowanie wyższe.

Marek Jakubiak, prezes Federacji dla Rzeczypospolitej:

Wszystko zależy od tego, jakie kompetencje posiada tego typu dyrektor. Czy on pracuje po siedem godzin dziennie, czy jego obowiązki zajmują mu większość jego życia, bo i takich dyrektorów znam? Natomiast w Warszawie aż takich sukcesów nie ma, żeby trzeba było aż tyle płacić. Tutaj mowa jest o pensjach, ale przecież ci różnego rodzaju dyrektorowie, służbowi działacze Miasta Stołecznego, są jeszcze po radach nadzorczych, wymieniają się wzajemnie tymi radami, to są dodatkowe przychody, które są naprawdę do pozazdroszczenia.