- Jesteśmy razem, żeby pokazać solidarność z tymi, którzy ucierpieli, i przypomnieć to, o czym mówią nasze rządy, domagając się zaprzestania przemocy, uwolnienia więźniów i rozpoczęcia dialogu ze społeczeństwem

– powiedział ambasador RP na Białorusi Artur Michalski po złożeniu kwiatów na miejscu śmierci demonstranta przy metrze Puszkińska w Mińsku.

- Dyplomaci Polski, państw Unii Europejskiej oraz USA, Wielkiej Brytanii, Japonii i Szwajcarii solidaryzują się z ofiarami przemocy w czasie tłumienia protestów i apelują do białoruskich władz o zaprzestanie użycia siły, uwolnienie więźniów i dialog

 – dodał.

Przy metrze Puszkińska, gdzie w czasie rozpędzania protestu 11 sierpnia zginął jego uczestnik, gromadzą się codziennie mieszkańcy Mińska. Dziś wokół stacji metra stały tysiące ludzi z kwiatami, skandując „Żywie Biełaruś” (Niech żyje Białoruś). Gdy do miejsca symbolicznie upamiętniającego zabitego podeszli dyplomaci, rozległy się okrzyki: "Spasibo, Dziakuj, Thank You!".

„To miejsce jest symboliczne, lecz takich miejsc jest wiele” – powiedział Michalski, nawiązując do trwających od niedzieli protestów, które są brutalnie rozpędzane przez milicję. 

- Uważamy to za ważny gest solidarności, ponieważ dochodzi do niezwykle brutalnych akcji przemocy, są ofiary, jest wielu aresztowanych

 – dodał.

W całym Mińsku wychodzą w czwartek na ulice tysiące ludzi, w rękach trzymając kwiaty. Protest ma charakter pokojowy.

- Proszę pani, ja bym wolała, żeby to były kwiaty kupowane na wesele, a nie z takiej okazji, że ludzie muszą protestować, by ktoś ich posłuchał. Przykro, przykro patrzeć na to, co się dzieje

 – powiedziała Polskiej Agencji Prasowej sprzedawczyni w kwiaciarni w przejściu podziemnym.

W mediach pojawiają się kolejne informacje o protestach w zakładach państwowych – wraz z emerytami ich pracownicy są uważani za tradycyjny i najwierniejszy elektorat obecnego prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Jeśli protest robotników się rozszerzy, może istotnie wpłynąć na sytuację polityczną w kraju – przekonują eksperci.