Według ustawy o ochronie zwierząt, za znęcanie się nad zwierzęciem grozi taka sama kara, jak za jego uśmiercenie, czyli nawet do 3 lat więzienia.

Prokuratura w Bielsku Podlaskim zarzuciła oskarżonemu, że użył karabinka pneumatycznego i postrzelił dwa koty należące do sąsiadek. Sąd pierwszej instancji mężczyznę jednak uniewinnił, uznał, że nie było bezsprzecznych dowodów na to, iż rzeczywiście to on strzelał do kotów, a wątpliwości należało w tej sytuacji rozstrzygnąć na jego korzyść.

Prokuratura złożyła apelację, chce uchylenia tego wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania. W ocenie śledczych, bielski sąd rejonowy błędnie ocenił zebrane dowody, w tym opinię biegłego z zakresu badania broni, zeznania świadków obrony i wyjaśnienia oskarżonego. Jak argumentuje prokuratura, błędne jest też założenie, iż mogło dojść do przypadkowego postrzału kotów podczas ćwiczeń w strzelaniu do celów (tarcz, butelek czy puszek).

Jak tłumaczył prokurator Radosław Smoktunowicz, zasadę "in dubio pro reo" (w razie wątpliwości - wydaje się wyrok - na korzyść oskarżonego - PAP) należy stosować jedynie wtedy, gdy nie można ich usunąć; a w ocenie śledczych tej sprawie sąd nie podjął należytych starań, aby takie wątpliwości usunąć.

Obrona chce oddalenia apelacji, uważa ją jedynie za polemikę z ustaleniami sądu. W jej ocenie zeznania oskarżonego i świadków, którzy zgodnie mówią o wspólnym strzelaniu "rekreacyjnie, głównie do tarcz, puszek, butelek" są spójne i wiarygodne, a do tego za działką oskarżonego jest duża zarośnięta posesja, gdzie koty mogły wędrować i wtedy mogło dojść do przypadkowych postrzałów, ale nieumyślnie i nie wiadomo z czyjej ręki.