Makijaż przeciwko przemocy

  

Czy ktoś pamięta jeszcze o konwencji stambulskiej? Zanim premier skierował pytania o nią do Trybunału Konstytucyjnego, czym de facto zamroził temat, była to sprawa najbardziej rozpalająca opinię publiczną. Tak przynajmniej można było wnioskować po poziomie rozgrzania przedstawicieli opozycji i jej kulturalno-medialnego zaplecza. 

Kwestia przemocy w rodzinie od zawsze budzi u nas emocje, jednak w miarę wzrostu ambicji modernistycznej inżynierii społecznej są one coraz większe. Jedna strona medalu to sama przemoc. Choć w statystykach w skali europejskiej wypadamy tu bardzo przyzwoicie, mało kto udaje, że problem w ogóle nie istnieje. Wystarczy przejść się dłużej po mieście w lecie, gdy wszystko rozgrywa się przy otwartych oknach, by usłyszeć niejedną rozmowę, która dla kogoś dobrze się nie skończy…

Państwo na różne sposoby próbuje radzić sobie z tym problemem, do ofiar wiele instytucji kieruje rozmaite programy pomocowe. I choć nie każdy świadek takich zdarzeń pali się, by zjawisko zgłaszać, trudno mówić o powszechnym, kulturowym przyzwoleniu na przemoc domową.

W poszukiwaniu kozła ofiarnego

A jednak, i tu przechodzimy do drugiej strony zjawiska, wszystko to nie przeszkadza traktować czyjegoś dramatu instrumentalnie, jako okazji do ataku na rodzinę i oskarżania jej o bycie przyczyną dziejącego się zła – o takie właśnie nastawienie krytycy oskarżają konwencję stambulską. Innym jeszcze, choć pokrewnym mechanizmem szukania kozła ofiarnego jest atakowanie męskości (czy raczej jej klasycznego modelu) jako przyczyny przemocy. 

To właśnie ten sposób myślenia przyniósł piosenkę „Testosteron” zaangażowanej w wiele społecznych, feministycznych i związanych z LGBT akcji Kayah. To do tego męskiego hormonu zwracała się w 2003 r., śpiewając m.in.: „To przez ciebie jej płacz nocą słyszę zza ściany/Gdy mu dłoń ściskasz w pięść, co opada na stół/Oskarżam cię o łez strumienie, osamotnienie, zdradę i gniew/Oskarżam cię o to cierpienie, wojen płomienie, przelaną krew”. I to mocne oskarżenie przewijało się godzinami przez radiowe anteny, zapadając w pamięć wszystkim, którzy słuchali muzyki w początkach nowego wieku.

Kwestia wiarygodności 

Wcześniej, na początku drugiej połowy lat 90., ruszyła w Polsce oferująca pomoc ofiarom przemocy Niebieska Linia. Jej działanie miała spopularyzować kampania społeczna, z której zapamiętaliśmy wszyscy plakat z pobitą kobietą, posiniaczonym dzieckiem i hasłem „Bo zupa była za słona”. 

Cała akcja była od początku dość mocno wyśmiewana, a jeden z ukazujących się wówczas miesięczników dla mężczyzn opublikował nawet drobiazgową analizę jej powstania, ze szczególnym uwzględnieniem, jak krok po kroku malowano występującą na plakacie modelkę. I tu pojawia się kluczowa kwestia wiarygodności. Zanim do niej wrócimy – krótka opowieść na pozornie niezwiązany z głównym wątkiem temat.

Jednym z pojęć, które do języka debaty, zwłaszcza na Zachodzie, wprowadziła polityczna poprawność, jest „blackface”. Oryginalnie blackface był popularnym w amerykańskich teatrach stylem makijażu, który nakładano białym aktorom grającym postacie czarnoskóre, przywołującym stereotypowe wyobrażenia na temat wyglądu czarnych. W naszej kulturze za wzorcowy przykład uznać można postać Abrahama Lincolna graną w serialu „Alternatywy 4” przez Ryszarda Raduszewskiego. 

Dziś za blackface uważa się każde wystąpienie białego w roli czarnoskórego i jest uważane za bardzo mocne naruszenie kanonów political correctness. Pogląd ten pojawia się nawet w Polsce. Przykłady zbierane przez Facebookowy profil „Blackface w polskiej pop­kulturze” pokazują, że nie zawsze jest to krytyka na wyrost, a poczucie humoru oparte na rasistowskich stereotypach nie jest wcale obce przedstawicielom naszych „oświeconych” elit. W ostatnich latach najsłynniejszym nosicielem „czarnej twarzy” był przecież Jacek Hugo-Bader, próbujący (bez skutku) wykazać rasizm uczestników Marszu Niepodległości. 

Czy jednak blackface nie ma swoich odpowiedników w innych grupach społecznych? Kiedy w koreańskich produkcjach filmowych i telewizyjnych pojawia się wątek postaci transseksualnych, nawet jeśli wymowa obrazu ma służyć zmianie postaw społecznych na bardziej tolerancyjne, postać męską uważającą się za kobietę musi zagrać aktorka. W tym roku mogliśmy zobaczyć to zjawisko choćby w koreańskiej produkcji Netflixa „Itaewon Class”, wcześniej zaś w doborze wykonawczyń drugoplanowych ról w głośnym, z racji rzadkiej w tamtejszym mainstrea­mie tematyki, filmie „Dama z Seulu”. Czy to również blackface, tym razem służące uspokojeniu niegotowej jeszcze na pewne sceny i widoki konserwatywnej azjatyckiej widowni? 

Cyrk z cierpienia ofiar

Wróćmy do głównego tematu. W 2015 r. w Stanach Zjednoczonych ukazały się zdjęcia licznych kobiecych gwiazd filmu i estrady z dorobionymi bliznami, siniakami i śladami krwi. Wielka atrakcja dla plotkarskich pism i portali, lecz w jaki sposób pomaga to ofiarom przemocy? Czy zachęca je do mówienia, jak chce odpowiedzialny za nią artysta, czy tylko pogodzenia się z losem, skoro dzielą go nawet wielkie tego świata? Co ciekawe, wizerunki artystek wykorzystane zostały bez ich wiedzy, doszło więc do pewnego rodzaju pogwałcenia ich praw.  

Dwa lata później, już zupełnie dobrowolnie, w podobnej akcji wzięły udział polskie gwiazdy. Czarno-białe, pełne artystycznych sińców i zadrapań zdjęcia, na których widzimy m.in. Maję Ostaszewską czy Izabelę Kunę, złożyły się na akcję „Kocham. Szanuję”. Niedawno kampanię wznowiono w naszych mediach społecznościowych, właśnie na fali dyskusji o wypowiedzeniu konwencji stambulskiej. Dyskusji opartej na fałszywym, lecz nośnym założeniu, że rezygnując z niej, Polska rezygnuje z jakiejkolwiek ochrony ofiar przemocy domowej. 

W ten sposób przeciwdziałanie realnemu problemowi zamienione zostaje we własną karykaturę. Z niewątpliwym złem nie da się walczyć (a już na pewno – wygrywać), używając do tego celu kłamstwa i manipulacji lub zwyczajnie temat ośmieszając, robiąc, choćby niezamierzenie, cyrk z cierpienia ofiar. Jak ucharakteryzowane na gnębione kobiety aktorki czy niewiele wcześniej – Mateusz Kijowski w spódnicy. To wymowne, że o tym nieudanym przywódcy antypisowskiego zrywu, skompromitowanym uchyleniem się od płacenia alimentów (lecz w oczach tak troszczącej się o kobiety opozycji kompromitacją to bynajmniej nie było), po raz pierwszy usłyszeliśmy, gdy przebierając się do zdjęcia w kobiecy strój, protestował przeciwko przemocy domowej.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts