- Sasza był w jednym z autozaków (ciężarówek do przewożenia zatrzymanych). Nie brał udziału w akcji. Pojechał w niedzielę do dziewczyny. Złapali go gdzieś w centrum, kiedy przesiadał się do innego środka transportu. Napisał mi SMS-a, że go złapali... I tyle. Szukałam go przez wszystkie te dni. Nie dawali mi żadnej informacji. Dzisiaj w końcu mi powiedzieli, że Sasza jest w kostnicy - oświadczyła matka zmarłego Alaksandra Wichora.

Według kobiety 25-latek miał problemy kardiologiczne. Kiedy przebywał w zamkniętym samochodzie, w długiej kolejce do aresztu, poczuł się źle - pisze Radio Swaboda.

Kobieta relacjonuje, że jej syn krzyczał i prosił o pomoc. Konwój pomyślał, że jest niezrównoważony i odwieziono go do szpitala psychiatrycznego - dodaje. Na miejscu lekarz stwierdził, że to nie problemy natury psychicznej. Karetką został przewieziony do najbliższego szpitala, jednak nie zdołano go uratować - opowiada matka.

- Powiedzieli mi, że przywieźli go w stanie śmierci klinicznej

- dodaje. Kobiecie nie pozwolono zobaczyć ciała syna. Twierdzi, że został mocno pobity.

W ciągu ostatnich trzech dni na Białorusi zatrzymano ponad sześć tysięcy osób w związku z protestami przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich. Wiele osób brutalnie pobito, potwierdzono jedną śmierć demonstranta. Siły bezpieczeństwa używają do rozpędzania demonstracji granatów hukowych, gazu łzawiącego i strzelają gumowymi kulami.