Polski jacht zatonął w Niemczech. Powodem nieuwaga oficera

Chwila nieuwagi oficera pełniącego wachtę poskutkowała przy dużej prędkości zderzeniem z boją – powiedział kapitan jednostki, która zatonęła w nocy w pobliżu Cuxhaven w Niemczech. Jacht uderzył w boję oznaczającą tor wodny. Nikomu nic się nie stało

pixabay

- Chwila nieuwagi, chwila rozkojarzenia oficera, który pełnił wachtę na mostku

- powiedział kapitan jachtu Sharki Cezary Wolski, opisując okoliczności nocnego wypadku. Dodał, że jednostka płynęła z prędkością 10-12 węzłów, szybko zbliżała się do boi, której oficer nie zauważył.

Szczeciński szybki jacht morski Sharki z siedmioma osobami na pokładzie wypłynął w niedzielę ze Świnoujścia, celem były Londyn i Amsterdam. Wypadek miał miejsce w pobliżu niemieckiego Cuxhaven przy ujściu Łaby do Zatoki Helgolandzkiej na Morzu Północnym.

- Uderzyliśmy w boję, kadłub został rozpruty na długości ok. 2,5-3 m, wysokość otworu była dosyć spora. Przy tej prędkości woda wdzierała się do środka w bardzo szybkim tempie

 – mówił Wolski.

Jak wskazał, załoga próbowała tamować wodę od środka, ale przeszkadzała w tym zabudowa na jachcie.

- Po kilkunastu minutach zapadła decyzja o ewakuacji

- dodał kapitan jednostki.

Załoga otworzyła tratwę ratunkową, wezwana została pomoc. Po kilkunastu minutach, jak relacjonował Wolski, przybyła policja i ratownicy, wcześniej załodze asystował belgijski statek.

Sharki wybudowany został w 1972 r. w niemieckiej stoczni Burmester. Brał udział w międzynarodowych i polskich regatach, zajmując wysokie miejsca. W 2002 r. jednostka przeszła generalny remont i zaczęła pływać pod polską banderą.

 

Źródło: PAP, niezalezna.pl

#Niemcy #Szczecin #Jacht #Sharki #Londyn #Amsterdan #Morze Północne

as
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo