Do aresztu trafił też jego wspólnik, który miał się pozbyć poszukiwanego samochodu - podał w środę zespół prasowy śląskiej policji.

W piątek rano policjanci z myszkowskiej drogówki usiłowali zatrzymać BMW do kontroli drogowej - wcześniej otrzymali informację, że kierowca może być nietrzeźwy. Pomimo sygnałów dźwiękowych i świetlnych kierowca nie zatrzymywał się. Policjanci dogonili samochód, gdy stanął na ul. Kościuszki na czerwonym świetle.

"Policjanci wybiegli z radiowozu i próbowali wyciągnąć z auta kierowcę. Wtedy mężczyzna ruszył, dociskając jednego z interweniujących policjantów do karoserii radiowozu i przejeżdżając mu po stopie. Ranny policjant wymagał pomocy medycznej, na szczęście jednak jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Uciekinier odjechał w stronę centrum miasta i zniknął z oczu policjantom"

- opisuje myszkowska komenda.

Do akcji wkroczyli kryminalni, którzy szybko namierzyli sprawcę potrącenia ich kolegi. Okazał się nim 46-letni mieszkaniec Zabrza. Zatrzymali sprawcę w niedzielę rano, na jednej z działek rekreacyjnych w Skarżysku-Kamiennej.

"Mężczyzna był zaskoczony widokiem mundurowych. W jego mieszkaniu śledczy znaleźli również narkotyki. Jak się okazało, samochód przekazał swojemu 27-letniemu znajomemu, który miał się go pozbyć. Śledczy zatrzymali także jego, pod zarzutem zacierania śladów przestępstwa" - poinformowali policjanci z Myszkowa.

We wtorek sąd uwzględnił wniosek prokuratury o aresztowanie 46-latka na trzy miesiące. Podejrzanemu o czynną napaść na funkcjonariusza, niezatrzymanie się do kontroli i posiadanie narkotyków grozi kara do 10 lat więzienia. Jego 27-letni znajomy także trafił do aresztu, w jego przypadku ten środek zapobiegawczy zastosowano na miesiąc.