Zdarzenie, do którego doszło w piątek po południu, opisał we wtorek portal TVN Warszawa. 7-letni chłopiec, który wybrał się z mamą na basen, w pewnym momencie został przyssany plecami do wlotu jednej z dwóch czerpni wody zasilającej zjeżdżalnię.

"Wydawałoby się, że basen po modernizacji spełnia najwyższe wymogi bezpieczeństwa, jednak mój syn boleśnie się przekonał, że niestety tak nie jest. Na obiekcie było 600 osób, bo tyle wynosił limit. W pewnym momencie syn podczas zabawy został przyssany do dyszy. Te nie zostały odłączone, co znacznie ułatwiłoby uwolnienie syna. Żaden z ratowników ani obsługa nie zareagowali na krzyki dziecka, chociaż sytuacja miała miejsce w miejscu przeznaczonym dla dzieci tuż przy samej zjeżdżalni"

- relacjonowała cytowana przez portal matka chłopca, pani Dorota.

Kobieta powiedziała, że w oderwaniu dziecka od dyszy pomógł jej mężczyzna. "Wzrokiem szukałam kogoś z obsługi, niestety bez skutku. Poszłam do budynku z ratownikami, dopiero wtedy jeden zaczął okładać syna lodowatymi ręcznikami i masować. Był w szoku, zrobił zdjęcie pleców syna, bo +szef nie uwierzy+ i wpisał zdarzenie z naszymi danymi do dziennika wypadków" - dodała.

Na zdjęciach, opublikowanych przez portal, widać, że chłopiec ma siniaki i ślady po przyssaniu na ciele w dolnej części pleców.

Marcin Osuch z Parku Kultury w Powsinie, pytany przez TVN Warszawa o przyczyny zdarzenia, powiedział, że to dzieci zatykały wloty do pompy i dlatego jedno z nich zostało przyssane. Zapewnił, że w tej sytuacji nie zawinił system i podkreślił, że ratownicy są uczuleni w tej kwestii. Dopytywany o brak reakcji z ich strony w piątek, odparł, że prawdopodobnie kontrolowali inne miejsce.

Inne możliwe przyczyny zajścia podaje warszawski ratusz, którego PAP zapytała, czy właściwym jest obwinianie o tego typu zdarzenie dzieci. Jak wyjaśnił zastępca rzecznika prasowego Urzędu m.st. Warszawy Tomasz Kunert, jeszcze w piątek dwóch pracowników sprawdziło zjeżdżalnie pod kątem warunków, w jakich może dojść do takiej sytuacji.

"Zjeżdżalnia anakonda zainstalowana w dużym basenie jest zasilana wodą pobieraną bezpośrednio z niecki basenu przy pomocy dwóch czerpni zabezpieczonych perforowanymi zaślepkami i oddalonych od siebie o około 2 m. Średnica obu czerpni jest tak dobrana, żeby w przypadku zablokowania się jednej z nich strumień pobieranej wody nie był zbyt silny" - wskazał.

Jak oznajmił Kunert, w wyniku przeprowadzonego sprawdzenia stwierdzono, że zjawisko przypadkowego przyssania jest praktycznie niemożliwe. "Żeby zasłonić czerpnię konieczne jest użycie przedmiotu lub części ciała wielkości dwóch dłoni dorosłego mężczyzny i bardzo dokładnie ją zasłonić. Przy zablokowanej jednej czerpni siła strumienia zasysanej wody nadal nie jest na tyle silna, aby przyciągnąć osobę przebywającą w bezpośrednim jej sąsiedztwie. Konieczne jest w tym przypadku umyślne zasłonięcie dwóch czerpni jednocześnie" - wytłumaczył.

"W naszej ocenie do zdarzenia doszło w wyniku celowego zasłonięcia obu czerpni przez dwie osoby" - podkreślił zastępca rzecznika ratusza.

Jak zaznaczył Kunert, drużyna ratownicza zakwalifikowała to zdarzenie jako niezagrażające zdrowiu i życiu.