24 lipca w Stambule odbyły się pierwsze od 86 lat modlitwy muzułmańskie w zamienionej decyzją tureckich władz na meczet świątyni Hagia Sophia. Według podawanych przez media informacji, wzięło w nich udział nawet 350 tys. osób, na czele z prezydentem Turcji, Recepem Tayyipem Erdoganem oraz najważniejszymi urzędnikami państwowymi i dostojnikami muzułmańskimi. 

Koronawirus w świątyni

Jak zaznacza "The Times", wewnątrz budynku i w jego najbliższej okolicy, reżimy sanitarne były względnie przestrzegane, jednak poza wydzieloną strefą ludzie ciasno tłoczyli się na ulicach. 

Dziś okazuje się, jak donoszą media, że zakażonych koronawirusem może być nawet 3000 uczestników lipcowych modlitw, w tym czterech działaczy partii Sprawiedliwości i Rozwoju prezydenta Erdogana, którzy podczas uroczystości z okazji konwersji świątyni na meczet znajdowali się w pobliżu głowy państwa.

Profesor Sarp Üner z Instytutu Zdrowia Publicznego na uniwersytecie Hacettepe w Ankarze zaznaczył, że na modlitwę do Stambułu przybyło wielu ludzi z całego kraju i to oni przekazali wirusa.

– Myślę, że masowe zgromadzenie w Hagii Sophii zwiększy liczbę przypadków w Stambule. Na pewno czekają nas ciężkie dni – wskazał naukowiec cytowany przez portal orthodoxtimes.com.

Dotychczas w Turcji odnotowano ponad 240 tys. przypadków zakażenia koronawirusem, a po dużej fali zakażeń na przełomie marca i kwietnia, znów od kilku dni obserwowane są tendencje wzrostowe. 

Panowanie nad światem islamu

Sprawa konwersji Hagii Sophii w meczet odbiła się szerokim echem na całym świecie. 10 lipca Erdogan podpisał dekret, na mocy którego obiekt został zamieniony w świątynię muzułmańską, niedługo po tym, jak turecki sąd najwyższy unieważnił dekret z 1934 o przekształceniu Hagii Sophii w muzeum. Przeciwko decyzji Erdogana stanowczo opowiedział się papież Franciszek, a także przedstawiciele Kościołów wschodnich.

Zdaniem części analityków, decyzja Erdogana jest skierowana do konserwatywnego elektoratu w Turcji i ma odwrócić nieco uwagi od problemów związanych z pandemią i koronakryzysem. Wpisuje się to w politykę prezydenta Turcji, którą eksperci francuskiego ośrodka badań wywiadowczych (CF2R) określają "odbudową kalifatu". Jak zauważa Alain Rodier z CF2R, Erdogan nie skupia się na arenie wewnętrznej, na której wydaje się być niezagrożony, a swoją główną uwagę kieruje na budowanie wpływów w pozostałych krajach muzułmańskich. Dodaje, że Recep Tayyip Erdogan stanął nieformalnie na czele Bractwa Muzułmańskiego - powstałej w reakcji na rozpad Imperium Osmańskiego w latach 20. XX w. organizacji, sprzeciwiającej się tendencjom prozachodnim i laicyzującym w krajach islamskich.

Działania Erdogana względem Hagii Sophii mocno krytykują władze sąsiedniej Grecji, domagając się zdecydowanej reakcji ze strony Europy. W ostatnich dniach prezydent Grecji, Ekaterini Sakielaropulu , wystosowała do głów 14 państw europejskich list wzywający do potępienia decyzji Turcji. W dniu inauguracji muzułmańskich modlitw w konwertowanej świątyni, premier Grecji Kyriakos Micotakis nazwał Turcję „wichrzycielem”, a przekształcenie Hagii Sophii w meczet - „obrazą dla cywilizacji XXI wieku”. Podkreślił, że jest to kolejne wydarzenie źle wpływające na stosunki między Grecją a Turcją, które i tak są od lat bardzo napięte.