- Ludzie stali przed OMONem w pewnej odległości. Nie szli, a stali naprzeciwko. W pewnym momencie zaczęły wybuchać granaty hukowe i ludzie w panice zaczęli się rozbiegać. Niektórzy przewracali się na ziemię - opowiadał Alaksiej o wydarzeniach, do których doszło na ulicy Maszerawa w Mińsku w niedzielę wieczorem po zakończeniu wyborów prezydenckich. Ich zwycięzcą został Alaksandr Łukaszenka.

- Te granaty są dość przerażające. To takie duże puszki, jedna wybuchła około 10 metrów ode mnie. To nie tylko wybuch i błysk - przez kilka sekund nic nie słyszysz i nie widzisz

- powiedział Alaksiej.

- Widziałem też te kule gumowe, chociaż nie jak strzelali. Były różnej wielkości, niektóre mniejsze niż pięść - dodał.

Jak powiedział, OMON skutecznie wypierał protestujących z ulicy Maszerawa. - To co najbardziej mnie zszokowało to to, że milicja zaczęła napierać pierwsza. Nie czekała nawet na pretekst ze strony ludzi - ocenił.

Dziś kolejne zatrzymania

Podczas rozpraw uczestnicy protestów są skazywani na grzywny od 270 do 540 rubli białoruskich (410-820 zł). Według relacji osób, które wyszły z sali rozpraw, niektórzy zostali aresztowani na 7-15 dni.

Przed aresztem zebrało się około 50-70 krewnych i znajomych zatrzymanych. Zaczęli oni klaskać osobom wychodzącym po rozprawach. W pewnym momencie pod areszt podjechały milicyjne samochody i autobusy. Zebrani zaczęli się rozbiegać, ale niektórych, w tym dziennikarza Jana Romana, zatrzymano - informuje Radio Swaboda.

Osoby wychodzące po rozprawach twierdzą, że w areszcie znajduje się ponad 200 osób. Według niepotwierdzonych informacji, w całym mieście zatrzymano około 420 osób.

W noc po wyborach prezydenckich na Białorusi z 9 sierpnia zatrzymano w całym kraju około 3 tys. osób za udział w zgromadzeniach masowych odbywających się bez zezwolenia; w tym około 1000 w Mińsku i ponad 2 tys. w innych miastach - podało w poniedziałek MSW.

Według wstępnych wyników CKW Alaksandr Łukaszenka wygrał wybory z wynikiem 80,23 proc.