- "Nasi sąsiedzi Białorusini przechodzą teraz trudny czas. Próbują określić wektor swojego dalszego rozwoju. Już jest jasne, że nie wszyscy w kraju zgadzają się z ogłoszonymi wstępnymi wynikami wyborów. A, jak wiadomo, każda legitymizacja wynika jedynie z zaufania społecznego"

- napisał w poniedziałek na Facebooku Zełenski.

- "Wątpliwości na taką skalę to bezpośrednia droga do przemocy, konfliktu, protestu społecznego, który narasta. Niestety, to jest to, co obecnie obserwujemy"

- dodał.

Szef ukraińskiego państwa wezwał do "maksymalnej tolerancji, wyrozumiałości i powstrzymania się od przemocy na ulicach". Zaapelował też o "maksymalnie otwarty" dialog, nawet jeśli będzie on trudny. Ocenił, że powinny być nim zainteresowane obie strony - władze i protestujące społeczeństwo.

Według prezydenta Ukrainy tylko to pozwoli białoruskim obywatelom wyjść z sytuacji kryzysu. -"Jedynie wzajemne zrozumienie pomiędzy wszystkimi stronami może utrzymać niezależność kraju i zagwarantować jego dalsze kroki w stronę wolności i demokracji" - ocenił. Ostrzegł, że w przeciwnym razie eskalacja przemocy będzie wzrastać.

Zełenski podkreślił też, że Białoruś powinna w swoich działaniach w maksymalny sposób przestrzegać "ogólnie uznanych w cywilizowanym świecie standardów".

- "Białoruś powinna postarać się zagwarantować swojemu narodowi jego prawa i wolności w pełnym zakresie"

- dodał.

- "Ukrainie i mi osobiście bardzo zależy, by Białoruś była prawdziwie niezależnym i demokratycznym krajem o silnej gospodarce i stabilnych społecznych stosunkach. Białoruś to nasz najbliższy sąsiad i dlatego absolutnie nie jest nam obojętne, co się tam dzieje i co będzie dalej z naszymi przyjaciółmi"

- oświadczył ukraiński prezydent.