Szwedzki dziennik „Aftonbladet” napisał, że "po dwóch bramkach Lewandowskiego i jego dwóch asystach wyraźnie było widać, kto rozegrał ten mecz”.

Norweski „Aftenposten” skomentował, że „Chelsea została poniżona przez jednego piłkarza. Robert Lewandowski był na Allianz Arena prawdziwym gigantem, który pierwszą bramką rozpoczął, a drugą zakończył egzekucję rywala, a jego klub stal się niekwestionowanym faworytem Ligi Mistrzów”.

W Danii oceny są podobne. Agencja Ritzau napisała, że „super gwiazda ataku Lewandowski sprawił Chelsea nie tylko przykre odpadnięcie z Ligi Mistrzów, lecz z kolegami wręcz poniżył angielski zespół”.

Islandzki „Visisr” skomentował pod zdjęciem zadowolonego polskiego piłkarza, że uśmiech Lewandowskiego mówi wszystko, a kanał telewizji RUV, że „Bayern poleciał do ćwierćfinału LM z Lewandowskim za sterami”.

Fińska stacja telewizyjna MTV stwierdziła że „supergwiazdor Bayernu robił z Chelsea co chciał i był to kolejny pokaz jego klasy”.

Niemieckie media oceniają, że w kolejnych meczach Bayernu w Lidze Mistrzów wiele będzie zależeć od Lewandowskiego. Kapitan polskiej reprezentacji jest w bardzo dobrej dyspozycji i niektórzy liczą na kolejne jego rekordy.

- Jeśli wiesz, że masz z przodu napastnika, który strzela zawsze gole, to jak wisienka na torcie. Tak czujemy się z Robertem

- ocenił skrzydłowy Serge Gnabry.

Bilans "Lewego" jest w tym sezonie imponujący. W obecnej edycji LM strzelił już 13 bramek, jest liderem klasyfikacji. 

- Lewandowski jest w niesamowitej formie. I jest gotowy na wielki pojedynek z Messim

 - powiedział Leon Goretzka.

Polak podchodzi do tego ze spokojem, nie chce słyszeć o żadnych rekordach ani statystykach. Te go nie interesują. Jego marzeniem jest wygrać Ligę Mistrzów i na tym się skupia. A w Niemczech dziennikarze zastanawiają się, czy Lewandowski jest w stanie poprawić rekord Cristiano Ronaldo. Portugalczyk w jednym sezonie Ligi Mistrzów zdobył 17 bramek. "Lewy" ma ich na koncie teraz 13, ale i trudniejsze zadanie, bo UEFA zrezygnowała z tradycyjnego formatu meczu - rewanżu. Jedno spotkanie będzie decydować o awansie. To oznacza, że polski napastnik będzie mieć mniej okazji do strzelenia kolejnych goli.

- Lewy zbiera teraz pochwały z każdej strony. To nas cieszy. Ale najważniejsze dla drużyny jest to, czego nie można przeczytać w gazetach. Robert pracuje dla całej drużyny, widzi swoich kolegów na murawie i to ma dla nas największe znaczenie

 - podkreślił Thomas Mueller, kolega "Lewego" z drużyny.

Jeśli Bayern pokona Barcelonę, to w półfinale czeka go pojedynek z Manchesterem City lub Olympique Lyon.