Związki nazywały dzisiejszy dzień „Czarnym Piątkiem”. Oczekuje się, że tysiące długoletnich członków personelu pokładowego British Airways dowie się, czy zostaną zwolnieni. Wielu z tych, którzy pozostaną, doświadczy poważnych cięć płac i znaczących zmian w ich warunkach.

Oczekuje się, że inni pracownicy, tacy jak inżynierowie, personel naziemny i personel biurowy, również dowiedzą się, czy mają wiązać swoją przyszłość z tą linią lotniczą.

British Airways twierdzi, że ponad 6000 pracowników w całej firmie złożyło wnioski o dobrowolne zwolnienie.

Linia lotnicza zaczęła eliminować stanowiska pracowników w ramach cięcia kosztów, które, jak twierdzi, ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia jej długoterminowego przetrwania. Jednak sposób, w jaki to uczyniła, wywołał głębokie niezadowolenie dużej części pracowników oraz groźby akcji protestacyjnej.

British Airways, podobnie jak inne linie lotnicze, bardzo ucierpiało na skutek pandemii koronawirusa. W ciągu trzech miesięcy do końca czerwca straciło ponad 700 mln funtów. Przez tygodnie, u szczytu blokady, większość jego floty była uziemiona i nie było w stanie obsługiwać więcej niż garstkę samolotów dziennie.

Firma nie spodziewa się pełnego ożywienia branży lotniczej przynajmniej do 2023 roku. W kwietniu jej spółka matka International Airlines Group (IAG) ogłosiła plany poważnej restrukturyzacji działalności BA, która, jak twierdzi, może skutkować nawet 12 000 zwolnień.

Następnie BA wyjaśniło, że musi radykalnie obniżyć koszty - i ostrzegło, że konieczne będą ustępstwa ze strony pozostałego płatnego personelu, a także zmiana warunków zatrudnienia. Stwierdziło także, że jeśli nie uda się osiągnąć porozumienia ze związkami, przeforsuje swoje plany - przekazując pracownikom wypowiedzenie i oferując nowe kontrakty na innych warunkach.

Związki potępiły tę politykę jako „zwolnij i zatrudnij ponownie”. 

Pomimo znacznych napięć między obiema stronami, związkowi pilotów Balpa udało się od tego czasu osiągnąć porozumienie z BA, które zmniejszyło liczbę możliwych zwolnień w zamian za znaczne ustępstwa w zakresie wynagrodzenia. Jednak stosunki między firmą a związkami reprezentującymi innych pracowników - Unite i GMB - były znacznie bardziej napięte. Żadna umowa nie została jeszcze zawarta, a BA posunęło się naprzód ze swoimi planami. Chce stworzyć jedną organizację i umieścić całą załogę na tym samym rodzaju kontraktu.

Dla załogi pracującej dłużej, która jest dobrze opłacana jak na standardy branżowe, oznaczałoby to obniżenie podstawowego wynagrodzenia o 20%. Ale ponieważ stracą również inne dodatki, wielu twierdzi, że ich ogólne zarobki na wynos spadną o 40% do 50%.

Jednak wielu pracowników uważa, że firma celowo wykorzystuje kryzys, aby usprawiedliwić forsowanie daleko idących, nieodwracalnych zmian.



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl