Wójcik spytany dlaczego w Polsce z takim zaangażowaniem realizowany jest wyrok belgijskiego sądu wskazał, że podstawą tych czynności jest orzeczenie sądu polskiego wydane w trybie konwencji haskiej z 1980 r.

Natomiast orzeczenie sądu belgijskiego jakby wspomaga orzeczenie haskie, gdyż dotyczy władzy rodzicielskiej i miejsca zamieszkania dziecka przy ojcu. Dlaczego z takim zaangażowaniem te orzeczenia wykonuje katowicki sąd, to pytanie do tego ostatniego. Nie jestem w stanie znaleźć jakiegokolwiek argumentu, który przemawiałby za tym rozwiązaniem. Dla nas wszystkich jest to sytuacja wstrząsająca

 - powiedział.

Wiceminister resortu w rozmowie z czwartkowym "Naszym Dziennikiem" odniósł się również do obecności konsul Belgii podczas ostatniej próby odebrania Ines - określił, że nie można dopuścić do sytuacji, w której dyplomata innego kraju dyktuje polskim organom w jaki sposób mają wykonać swoje obowiązki.

Z informacji, które otrzymałem wynika, że pani konsul przekroczyła swoje uprawnienia. W myśl polskiego prawa nie mogła uczestniczyć w całym zajściu. Doprowadziło to do tego, że została wyproszona i musiała opuścić pomieszczenie, w którym całe zdarzenie się odbywało

- stwierdził.

Na pytanie, czy odbieranie polskich dzieci przez zagraniczne instytucje i sądy jest dużym problemem odparł, że rocznie takich spraw jest dużo, zarazem, że jest to "normalne", że dzieci z Polski muszą wracać do ojczyzny jednego z rodziców.

Wiele jest małżeństw zawieranych przez Polaków z obywatelami innych państw. Jeżeli sądy decydują, że dane dziecko ma zamieszkać w tym czy innym kraju, to tak się dzieje. Ale zdarzają się sytuacje wyjątkowe. (...) W sprawie Ines nie da się wykonać postanowienia sądu w Belgii lub Katowicach bez poważnej szkody w psychice dziecka. Poza tym osobą zobowiązaną do wydania dziecka jest jego matka, a nie babcia, która się nią teraz opiekuje. Niestety, w listopadzie 2019 r. matka dziewczynki nagle zmarła. Od strony prawnej sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje. Dlatego też minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro pod koniec czerwca złożył skargę do Sądu Najwyższego w tej sprawie. To już ostatnia nadzieja dla dziewczynki

- wskazał.


4-letnia Ines urodziła się w Polsce. Niedługo po narodzinach jej matka wyjechała z nią do Belgii, gdzie mieszkał jej partner i ojciec dziecka. Para rozstała się, kiedy dziewczynka miała rok. Kobieta zabrała córkę i wyjechała z nią do Polski. W listopadzie ub.r. przebywająca w Polsce matka dziewczynki nagle zmarła. Dzień wcześniej sąd belgijski przyznał wyłączną opiekę rodzicielską ojcu. Opiekę nad dzieckiem przejęła jednak babcia dziecka i tak jest do tej pory. Ojciec tymczasem domaga się przekazania mu córki.

Kluczowe w sprawie Ines jest orzeczenie sądu w Brukseli z 21 listopada 2017 r., który wydał nakaz natychmiastowego powrotu dziecka do Belgii. Na jego podstawie w styczniu 2018 r. katowicki sąd nakazał matce wydanie córki. Postanowienie to uprawomocniło się w połowie czerwca tego samego roku – apelację matki i prokuratora oddalił Sąd Okręgowy w Katowicach. Późniejszy wniosek babci dziecka, o ustanowienie jej dla dziewczynki rodziną zastępczą, został odrzucony przez katowicki sąd w listopadzie 2019 r. z uwagi na brak jurysdykcji krajowej, tamto postanowienie nie jest prawomocne.

W czerwcu br. Sąd Rejonowy Katowice-Zachód oddalił wnioski prokuratury i Rzecznika Praw Dziecka o natychmiastowe wstrzymanie wykonania orzeczenia sądu dotyczącego odebrania dziecka babci i przekazania go ojcu.

Pod koniec czerwca Prokurator Generalny skierował skargę nadzwyczajną do Sądu Najwyższego dotyczącą prawomocnego postanowienia Sądu Okręgowego w Katowicach z dnia 15 czerwca 2018 r. w sprawie wydania dziecka ojcu zamieszkałemu w Belgii.

"Prokurator Generalny wniósł o uchylenie postanowienia w zaskarżonym zakresie i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania sądowi okręgowemu. Wniósł również o wydanie przez Sąd Okręgowy w Katowicach postanowienia o wstrzymaniu wykonania postanowienia nakazującego powrót małoletniej Ines do Belgii, do czasu ukończenia postępowania ze skargi nadzwyczajnej"

– informowała w komunikacie Prokuratura Krajowa.

Wcześniej doszło do dwóch nieudanych prób przekazania dziewczynki jej ojcu. Dziecko miało być odebrane na podstawie postanowienia radomskiego sądu, który wydał je w drodze pomocy prawnej, udzielonej sądowi w Katowicach. Kurator jednak dwukrotnie odstąpił od czynności.

Ojciec Ines i jego pełnomocniczka konsekwentnie odmawiają komentarza w tej sprawie. W czerwcu Ambasada Belgii, przekazując stanowisko władz tego kraju, oświadczyła, że dziewczynka powinna wrócić do ojca do Belgii. Władze belgijskie oświadczyły, że "wyrażają głęboki niepokój w związku z tym, iż wyroki belgijskich i polskich sądów w sprawie uprowadzenia za granicę 4-letniego dziecka narodowości belgijsko-polskiej nie są wykonywane należycie".