Wcześniej podczas briefingu Komendant Główny PSP nadbryg. Andrzej Bartkowiak poinformował, że samolotem leci grupa polskich strażaków.

"Jedzie 39 ratowników grup poszukiwawczych z Warszawy, Poznania, Łodzi, Nowego Sącza, czterech ratowników chemicznych plus cztery psy"

- zaznaczył Batorski.

"Do tego musimy pamiętać, że na miejscu jesteśmy zupełnie samowystarczalni, więc zabieramy ze sobą wyżywienie, wodę. Nie możemy stanowić żadnego problemu dla państwa, do którego lecimy ratować. Jesteśmy przygotowani na siedem dni non stop pracy na miejscu"

- ocenił nadbrygadier.

Wskazał też, że po raz pierwszy w historii Państwowej Straży Pożarnej grupa chemików wyjeżdża poza granice Polski, żeby pomagać w akcji ratowniczej. "Bierzemy ze sobą zespół najbardziej doświadczonych chemików, ponieważ, jak wiemy, doszło tam do wybuchu najprawdopodobniej saletry amonowej. Wiemy też, że nie wszystko się wypaliło, nie wszystko wybuchło, więc chcemy być przygotowani na tego typu sytuacje. Chcemy też doradzić ewentualnie władzom na miejscu, jak sobie poradzić z tą trudną sytuacją" - powiedział.

"Bardzo dużą część sprzętu stanowi nasze wyżywienie i woda, ale są też różnego rodzaju sprzęt specjalistyczny. Do tego najważniejsze są psy, które są istotnym elementem. Bierzemy też różnego rodzaju geofony i inne urządzenia, które będą służyły do tego, żeby ludzi poszukiwać na miejscu"

- dodał.

Z kolei wiceszef MSZ Paweł Jabłoński podczas konferencji prasowej poinformował, że razem ze strażakami samolotem leci 11-osobowy zespołu medycznego z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej w skład którego wchodzą zarówno lekarze jak i specjaliści ds. pomocy humanitarnej, którzy na miejscu będą oceniali potrzeby i kierowali rozdziałem tej pomocy, w taki sposób, by ona trafiał do osób najbardziej potrzebujących.

Wiceminister spraw zagranicznych podkreślił, że samolot, który w środę wieczorem wyleciał do Libanu to "pierwszy krok". "Przez najbliższe dni będziemy kontynuowali tę pomoc. Prawdopodobnie następny samolot będzie to transport, który poleci po naszych strażaków, po naszych lekarzy, którzy po kilku dniach czy tygodniach będą wracali stamtąd" - dodał.

Zaznaczył, że "prawdopodobnie w przyszłym tygodniu jest możliwy kolejny transport". "Będziemy w dalszym kontakcie z władzami libańskimi, aby przekazywać niezbędną pomoc humanitarną, także pomoc, która będzie niezbędna w odbudowie kraju" - poinformował Jabłoński.

P.o. prezesa Agencji Rezerw Materiałowych Michał Kuczmierowski mówił, że na polecenie premiera, w uzgodnieniu ze sztabem kryzysowym i ambasadą Polski w Libanie ARM przekazała na pomoc dla Libanu m.in. antybiotyki, leki przeciwbólowe i znieczulające, opatrunki medyczne i różnego rodzaj sprzęt, który wesprze budowę szpitali polowych.

"To jest konkretnie 29 palet, które w tej chwili są pakowane na samolot LOT. Sprzęt jest wyceniany na ponad pół miliona złotych"

- powiedział Kuczmierowski. Dodał, że przygotowywane są kolejne partie sprzętu medycznego, sprzętu ochronnego, a także żywności, które dotrą do Libanu w kolejnych etapach pomocy. "Cały czas te materiały są kompletowane, w ciągu najbliższych dni powinny być kolejne loty. Cały czas pracujemy w bezpośrednim kontakcie ze stroną libańską" - podkreślił.

Do 135 wzrosła liczba ofiar śmiertelnych wtorkowej eksplozji kilku tysięcy ton azotanu amonu przechowywanego w porcie w Bejrucie - poinformował w środę minister zdrowia Libanu Hamad Hassan w telewizji Al-Manar. Około 5 tysięcy osób jest rannych. "Z pewnością pod gruzami są jeszcze ofiary, otrzymujemy dziesiątki wezwań w sprawach zaginionych" - powiedział Hassan. Trwa akcja ratownicza.

Wcześniej libański rząd ogłosił stan wyjątkowy dla miasta Bejrut, który ma obowiązywać przez dwa tygodnie.