Uczestnicy demonstracji domagają się ustąpienia rządu, nowej konstytucji i po raz pierwszy otwarcie krytykują monarchię.

W poniedziałek protestujący znów żądali dymisji rządu, zmiany konstytucji i zniesienia restrykcyjnych przepisów dotyczących obrazy majestatu, które uniemożliwiają jakąkolwiek krytykę króla i monarchii. Według tajlandzkiego prawa grozi za nią do 15 lat więzienia.

Jeden z aktywistów, prawnik Anon Nampa, publicznie oskarżył pałac królewski o podkopywanie demokracji i brak reakcji na ataki blisko związanego z wojskiem rządu na przeciwników. "Mówienie o tym nie jest aktem służącym obaleniu monarchii, ale umożliwieniu jej istnienia w społeczeństwie we właściwy sposób, zgodnie z zasadami demokratycznej monarchii konstytucyjnej" – mówił w wystąpieniu Anon, zwracając się do demonstrantów zebranych przed Pomnikiem Demokracji w stołecznym Bangkoku.

Monarchia absolutna została obalona w roku 1932. W Tajlandii wprowadzono ustrój demokratyczny, ale dziedziczny władca pozostaje tam niezwykle wpływowy.

Obecna podczas protestu policja nie reagowała na przemówienia aktywistów i hasła wznoszone przez protestujących, którzy już wcześniej w zawoalowany sposób wyrażali swój sprzeciw wobec antydemokratycznych ich zdaniem działań rządu i króla.

Obserwatorzy oceniają jednak, że to pierwszy raz, kiedy pałac jest krytykowany tak otwarcie. W czerwcu kierujący rządem generał Prayuth Chan-ocha oświadczył, że na prośbę samego króla nie stosuje prawa o obrazie majestatu, jednak ostrzegał obywateli przed jego łamaniem.

Po wstąpieniu na tron w 2016 roku Maha Vajiralongkorn, panujący jako Rama X, znacznie powiększył swoje uprawnienia jako monarchy. Przejął także bezpośrednią kontrolę nad częścią wojska i pałacowym skarbcem o wartości dziesiątek miliardów dolarów.

Generał Prayuth Chan-ocha przejął władzę w 2014 r. w wyniku wojskowego zamachu stanu. Pięć lat później kierowana przez niego partia wygrała częściowo wolne wybory, a przywódca junty rządzi od tamtej pory jako cywilny premier, pozostając w ścisłym sojuszu z tronem. Rząd zwalcza rosnącą w siłę opozycję, stosując środki prawne i cenzurę.

Wielu uczestników najnowszych antyrządowych protestów wyszło na ulice Bangkoku w pasiastych szalikach w barwach Gryffindoru – jednego z czterech domów istniejących w szkole magii w Hogwarcie, którą ukończył tytułowy bohater serii Harry Potter. Krytykując politykę gospodarczą rządzących określili premiera jako "podatkożercę" w nawiązaniu do powieściowych "śmierciożerców".

To nie pierwszy raz kiedy młodzi Tajlandczycy wykorzystują w protestach motywy z zachodniej popkultury. Broniąc w lutym członków rozwiązanej wyrokiem sądu opozycyjnej partii FFP, uczniowie i studenci zgromadzeni na terenie kampusów używali jako pozdrowienia gestu z trzema połączonymi palcami, będącego nawiązaniem do amerykańskiej serii filmów "Igrzyska śmierci" (The Hunger Games). Akcja filmu toczy się w dystopijnym państwie, w którym nieliczni zwolennicy opresyjnej władzy rządzą zniewoloną większością.