Politycy KO: "Sąd Najwyższy zawiódł"

Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego w uchwale orzekła, że wybory prezydenckie z lipca br. są ważne. Wcześniej izba ta rozpatrzyła blisko 6 tys. protestów wyborczych. W 92 przypadkach zarzuty w nich zawarte uznała za zasadne w całości lub w części, jednak bez wpływu na wynik wyborów. Większość protestów, w tym protest komitetu Rafała Trzaskowskiego, została pozostawiona bez dalszego biegu.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej ostro skrytykowali decyzję sądu. 

Komentując uchwałę sąd, przewodniczący Platformy Obywatelskiej Borys Budka stwierdził, że "wybory prezydenckie nie były uczciwe; naruszono zasadę równości, angażując media publiczne i aparat państwa po stronie A. Dudy". Według Budki wybory nie były też powszechne – "zabrano możliwość głosowania tysiącom osób przebywającym za granicą", a Sąd Najwyższy "przeszedł nad tym do porządku dziennego".

Uchwałę skomentowała także posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz.

- Wybory bez uczciwej kampanii, z opłacaną z budżetu akcją propagandową w mediach rządowych, bez możliwości udziału setek tysięcy Polaków z zagranicy okazały się ważne. Tylko co to za wybory? I po co komu taki SN, który przyklepie wszystko, czego chce władza?

 – napisała posłanka na Twitterze.

Rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec, odnosząc się do uchwały Sądu Najwyższego powiedział z kolei, że bardzo wielu ludzi będzie miało wątpliwości, czy Andrzej Duda jest legalnie wybranym prezydentem. Zdaniem Grabca, okoliczności jego wyboru upoważniają do stwierdzenia, że nie został wybrany prezydentem uczciwie. Stwierdził, że... "Sąd Najwyższy zawiódł". 

- Nie wygrał uczciwie i chcielibyśmy, żeby wszystkie wątpliwości podnoszone przez tysiące ludzi w Polsce zostały rozstrzygnięte przez SN. Niestety Sąd Najwyższy zawiódł. Niezależnie od składu tej izby fakt, że nie zajął się poważnie bardzo wieloma zarzutami (...) osłabia wiarę w funkcjonowanie instytucji demokratycznych w Polsce

- podkreślił Grabiec.

Płażyński: "Opozycja zdolna do wszystkiego"

Takie zachowanie opozycji komentował dziś poseł PiS Kacper Płażyński. 

- Niestety, ale w dalszym ciągu totalna opozycja przyzwyczaja nas z każdym kolejnym rokiem, dniem, do tego, że jest zdolna do wszystkiego. I to kontestowanie przez niektórych polityków totalnej opozycji – bo całe szczęście większość, mam wrażenie, w tej sprawie woli się nie wypowiadać, żeby nie narazić się tym bardziej radykalnym kolegom – zachowuje się, jakby chciało doprowadzić do jakiejś anarchii w Rzeczypospolitej Polskiej

– powiedział we wtorek w Radiu Gdańsk. 

Jego zdaniem, "jesteśmy wzorem dla innych demokracji w Europie, jeśli chodzi o przeprowadzanie wyborów, o czym również mówi raport OBWE". Płażyński obawia się, że przedstawiciele opozycji będą próbowali także za granicą podważać wybór Andrzeja Dudy na kolejną kadencję prezydencką.

- To już się dzieje. To m.in. europarlamentarzystka z Gdańska – nad czym ubolewam, bo znowu będzie przypisywana Gdańskowi jakaś dziwna łatka – pani Magdalena Adamowicz otwarcie mówi, że te wybory nie były uczciwe i że tak naprawdę nie można ich uznać za legalne i demokratyczne. I to mówi właśnie na tych gremiach międzynarodowych, w Parlamencie Europejskim. To są rzeczy, które z ust polskiego polityka w takiej sytuacji padać nie powinny

 – ocenił polityk PiS.

Podkreślił, że "czym innym jest krytyka, a czym innym jest wskazywanie na arenie międzynarodowej, że w Polsce doszło do jakiejś dyktatury".

- To jest jakaś totalna bzdura. Tak naprawdę nie wiem, kto doradza tym politykom, którzy opowiadają takie rzeczy. Przecież ogromna większość Polaków wzięła udział w tych wyborach, widziała, jak one były przeprowadzone

– mówił Płażyński.