W sądach w całej Polsce próbują nadgonić czas stracony podczas lockdownu. Wówczas z wokandy spadły dziesiątki tysięcy spraw i trudny – a przede wszystkim mozolny - będzie powrót do normalności sprzed pandemii.  „Pracujemy przy wzmożonych środkach bezpieczeństwa, przy znacznie wydłużonym czasie” - tłumaczy serwisowi FilaryBiznesu.pl sędzia Beata Górszczyk z Sądu Okręgowego w Krakowie. Ale prawnicy z niepokojem zerkają na statystyki o nowych zakażeniach.

Epidemia koronawirusa odcisnęła mocne piętno na bieżącej działalności sądów. Przez wiele tygodni w całym kraju zamknięte pozostawały sale rozpraw, a ilość odwołanych posiedzeń trudno dokładnie oszacować. Bez wątpienia są to jednak dziesiątki tysięcy.

Przykładem jest chociażby Sąd Okręgowy w Warszawie, bodaj największy w kraju. Jak niedawno podano, od początku marca do końca maja odwołano ponad 12 tysięcy spraw. Na dodatek wpływały nowe pozwy, akty oskarżenia, wnioski, które nie miały wyznaczonych terminów. Przez to powstawał gigantyczny „korek”. Oczywiście, analogiczna sytuacja jest w innych sądach. Jak ustalił serwis FilaryBiznesu.pl, w drugim z największych sądów w Warszawie, sytuacja była równie zła. Łącznie w całym okręgu Warszawa Praga odwołano blisko 17 tys. spraw.
 

GRAFIKA, źródło: Sąd Okręgowy Warszawa-Praga

Kiedy sytuacja mogłaby wrócić do stanu sprzed epidemii? Opinie są różne, ale każdy ekspert mówi o dłuuuugich miesiącach. Pod jednym wszakże warunkiem - żadnych więcej niespodzianek. A te są już niemal pewne. Np. w Suwałkach zakażenie stwierdzono u dwóch pracownic tamtejszego sądu rejonowego.

CZYTAJ WIĘCEJ: Skutki zamrożenia sądów będą odczuwalne nawet przez rok

Dlatego pojawiają się rozmaite apele, których realizacja miałaby pomóc w zminimalizowaniu strat. Chociażby Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw, który zwrócił się do ministra sprawiedliwości o wydłużenie pracy sądów w dni powszednie do godziny 18.00.

„Ze względu na trwający okres urlopowy oraz trudne warunki do pracy (możliwe wysokie temperatury) proponuję, aby postulowana zmiana obowiązywała od 1 września bieżącego roku i obowiązywała co najmniej do końca grudnia”

tłumaczył minister Adam Abramowicz.

O komentarz poprosiliśmy sędzie Beatę Górszczyk.

„Nas ten apel nie dotyczy, bo już codziennie pracujemy do tej godziny, a nawet dłużej” - stwierdziła rzeczniczka krakowskiego sądu. - „Nie jest to może system dwuzmianowy, bardziej hybrydowy, ale bardzo często nowe tury rozpraw są wyznaczane popołudniu”.

Kolejne ogniska zakażeń koronawirusem pojawiają się w różnych zakątkach kraju, ogromnym problemem stają się wielkie imprezy rodzinne (np. wesela), a także ogromne skupiska ludzi w wypoczynkowych miejscowościach. Trudno się spodziewać, aby wśród zagrożonych osób nie było żadnego sędziego, czy pracownika sądu. Czy więc istnieje poważne ryzyko ponownego zamknięcia sal rozpraw?
 

„Nie ma takich informacji, ani wytycznych. Oczywiście, pracujemy w reżimie sanitarnym, przy mocno wzmożonych środkach bezpieczeństwa” 

stwierdziła w rozmowie z FilaryBiznesu.pl sędzia z Krakowa.  Przyznaje jednak, że „sytuacja jest dynamiczna”.

Na dodatek to wszystko kosztuje. Padające sumy są zawrotne.

„Maseczki, płyny dezynfekujące, sprzęt do mierzenia temperatury, montaż pleksi na salach rozpraw czy w reszcie dezynfekcja pochłaniają miliony złotych” - podała niedawno „Rzeczpospolita”.
 

 


Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl