Wczoraj w pełnym składzie Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego orzekła, że wybory prezydenckie z lipca br. są ważne. Wcześniej Sąd Najwyższy rozpatrzył blisko 6 tys. protestów wyborczych. W 92 przypadkach Izba uznała za zasadne (w całości lub w części) zarzuty w nich zawarte, jednak – w jej ocenie – nie miały one wpływu na wynik wyborów. Większość protestów (m.in. te złożone przez pełnomocnika komitetu Rafała Trzaskowskiego) została pozostawiona bez dalszego biegu.

Wielu polityków opozycji nie zgadzało się z decyzją Sądu Najwyższego. Padały nawet sformułowania: "co to za wybory?" - tak pisała poseł Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz, nie mogąc pogodzić się z demokratycznym wyborem Polaków.

Tymczasem, głos zabrał Szymon Hołownia, który w wyborach prezydenckich zajął trzecie miejsce. Choć jeszcze do niedawna mówił, że gdyby nie przegrał w pierwszej turze, to wygrałby w drugiej, to dziś symbolicznie zakończył wyborczy maraton. Zrobił to, uznając wynik wyborów za wiążący. 

– Nie mam tu za bardzo wyboru. Muszę uznać to, że Polacy zdecydowali tak jak zdecydowali. Proszę pamiętać, że frekwencja była bardzo duża. Ludzie podjęli decyzję

- stwierdził dziś w radiowej "Trójce".