Żołnierze RONA przychodzili do kolejnych domów, wyganiali ludność z mieszkań, ustawiali na podwórku, rabowali z wszystkich cennych przedmiotów, rozstrzeliwali na chybił trafił wybranych mężczyzn, zazwyczaj gwałcili kobiety. Wszystkim tym czynnościom towarzyszyło brutalne bicie. Brutalność zresztą wyraźnie narastała – trochę jakby Rosjanie zasmakowali we krwi. Początkowo ich oddziały były po prostu wykorzystywane do walk z powstańcami. Jednak rozkaz Heinricha Himmlera o zniszczeniu miasta i wyniszczeniu ludności sprawił, że 3 sierpnia na Ochocie rozpoczęła się orgia ludobójstwa. Stłoczeni w piwnicy Reduty Wawelskiej mieli i tak sporo szczęścia – większość kobiet przeżyła. Przy Grójeckiej 104 Rosjanie nie byli tak subtelni – wrzucili do piwnicy granaty i zabili prawdopodobnie wszystkich tam się ukrywających.

Maria Saska była przed wojną właścicielką niewielkiej cukierni, która w czasie okupacji zamieniła się w lokal konspiracyjny batalionu AK „Parasol”. Wspominała moment wypędzenia ludności z ochockiej Kolonii Staszica (obszar ograniczony al. Niepodległości i ulicami Wawelską – dziś ta ulica to także odcinek Trasy Łazienkowskiej – Sędziowską, Nowowiejską i Krzywickiego).

Doprowadzili nas do skweru między ul. Łęczycką a Górnickiego. Tutaj czekali na nas prawie +małpoludy+, skośnoocy Kałmucy. Zobaczyłam wówczas iście dantejską scenę – dzikusy rzucali się na każdego, obmacywali kobiety bardzo obcesowo – jeżeli wyczuli coś twardszego – rozbierali, często obrywając guziki, i grabili. Młode kobiety, nawet dziewczynki, wciągali do domu, gwałcili i wypuszczali w podartych sukniach, z podrapanymi twarzami, a jeśli któraś broniła się zbyt intensywnie – mordowali. 

 

Być może jeszcze większa tragedia rozegrała się w Instytucie Radowym przy Wawelskiej. Rosjanie dokonali tam eksterminacji chorych. 

Około pięćdziesięciu chorych zaprowadzono do szkoły mieszczącej się przy Zieleniaku. Po pewnym czasie usłyszałam strzały dochodzące od strony szkoły, po czym żołnierze wybrali kilku mężczyzn, zabierając ich do szkoły. Wróciła na plac jedna z chorych, Ukrainka, i opowiedziała szczegółowo, jaki los spotkał chore. Inne chore, razem z nimi sanitariuszka Danka, były wypuszczone trójkami za bramę spalonego budynku szkoły, gdzie strzelali żołnierze im w tył głowy.

– wspominała Jadwiga Kowalska. 

W ciągu pierwszych dni sierpnia 1944 r. zginęło ok. 10 tys. mieszkańców Ochoty.