Podejmuję się stworzenia nowego ruchu obywatelskiego. Partie nie wystarczą. Zapisujcie się masowo. Chodźmy razem, stwórzmy ruch obywatelski, który stworzy podstawy, by bronić społeczeństwa obywatelskiego – zaapelował Rafał Trzaskowski w Gdyni po przegranych przez siebie wyborach prezydenckich. 

Podczas tego samego spotkania z Trzaskowskim prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz mówiła o tworzeniu Nowej Solidarności pod „światłym przywództwem Rafała Trzaskowskiego”. Przypomniała, że już za miesiąc Polacy będą obchodzili 40-lecie Porozumień Sierpniowych. – Właśnie teraz porozumienia potrzeba nam najbardziej – stwierdziła. Z kolei Borys Budka Solidarność połączył z… Platformą. – W kolebce Solidarności, w kolebce Platformy Obywatelskiej chcę wam to obiecać, chcę wam obiecać nową energię, nową Platformę, nową Solidarność, w której każdy znajdzie miejsce – zapowiedział.

Gwiazda: Dziś Wałęsa nie wystarczy

Jak podkreślają legendarni liderzy Solidarności, próba zawłaszczania idei przez jej przeciwników nie jest niczym nowym. O pierwszych takich próbach śpiewał przecież Jan Krzysztof Kelus w piosence „Sentymentalna panna S”: „Gdy zniknął długowłosy chłopiec, / na scenie zjawił się urzędnik, / a na widowni coraz częściej / chłopcy z resortu spraw wewnętrznych. / I się robiło coraz duszniej, / i się robiło coraz ciaśniej, / i skąd to wpełzła w pierwsze rzędy / swołocz w mundurach różnej maści”. W 1980 roku Andrzej Gwiazda był wiceprzewodniczącym Solidarności. Jak ocenia obecne zachowanie Trzaskowskiego? – To wynik gorączkowego miotania się Trzaskowskiego, który wie, że nie udźwignie tego dziesięciomilionowego wyniku wyborczego, więc stara się budować jakieś podpórki, żeby tego dokonać. W czasie transformacji podobna manipulacja udała się tylko dzięki Wałęsie, dziś trudno budować na jego „wiarygodności” owe ugrupowanie – mówi Gwiazda. Jego zdaniem pomysł ten będzie efemerydą, jakich wiele było po 1989 roku, również tych zakładanych w dobrej wierze. – W III RP powstało kilkadziesiąt efemerycznych organizacji z Solidarnością w nazwie. Były Solidarności imienia ks. Popiełuszki, chyba z sześć, i dwie imienia Anny Walentynowicz. Z reguły ich aktywna działalność trwała mniej więcej miesiąc – wspomina Gwiazda.

Rozpłochowski: Partia Trzaskowskiego wprowadziła do PE bolszewików

Andrzej Rozpłochowski w 1980 roku stanął na czele Solidarności w największym zakładzie pracy w PRL – Hucie Katowice. Legitymację PZPR numer jeden miał w Hucie Katowice Leonid Breżniew, a rudę żelaza przywożono tam szerokim torem ze Związku Sowieckiego. 30-tysięczna załoga to byli młodzi ludzie z całej Polski, przede wszystkim ze wsi. Słynna była wypowiedź Rozpłochowskiego: „Jak Solidarność w Polsce walnie pięścią w stół, kuranty na Kremlu zagrają Mazurka Dąbrowskiego”. Jak mówi, od samego początku komuniści chcieli kontrolować Solidarność. – Lech Wałęsa, tajny współpracownik SB z lat 70., został przywódcą strajku w Stoczni Gdańskiej. W Stoczni Szczecińskiej Marian Jurczyk także okazał się TW. Jarosław Sienkiewicz, który podpisał porozumienie w Jastrzębiu, to był dwumetrowy dryblas z PZPR, komunista, potem widziałem go, jak chodził z pistoletem. U nas w Hucie Katowice był śp. Marek Fabry, też człowiek ewidentnie podstawiony. Całonocna batalia doprowadziła do jego obalenia – wspomina Rozpłochowski. Jak ocenia obecną, kolejną próbę przechwycenia sztandarów Solidarności? – To prowokacja rzucona w twarz ludziom Solidarności. Z kim ta solidarność, z ubekami i panem Mazgułą? Przecież to byłaby antysolidarność, solidarność oszustów, złodziei i zdrajców – nie kryje. Rozpłochowski podkreśla, że całkiem niedawno PO zademonstrowała, że jest po stronie
postkomunistów. – Przecież to partia Rafała Trzaskowskiego wprowadziła do Parlamentu Europejskiego część ostatniego kierownictwa partii bolszewickiej. Przypomnijmy, że z list Koalicji Europejskiej do PE weszła piątka polityków z dawnej wierchuszki PZPR: Leszek Miller, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Belka, Danuta Hübner i Bogusław Liberadzki –
wymienia. 

Borowski: Solidarność bez idei to absurd. Wątpliwości Rulewskiego

Adam Borowski, działacz Solidarności w Regionie Mazowsze, po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywał się. Należał do Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu Solidarności (MRKS). Stał na czele jego Grup Specjalnych. Grupy Specjalne dokonały w stanie wojennym najbardziej spektakularnej akcji uwolnienia więźnia. Z rąk bezpieki odbiły postrzelonego przez ZOMO Jana Narożniaka. Pomysłodawcą był Borowski, który akcję przeprowadził wraz z Jerzym Bogumiłem. Ich kolejnym celem było porwanie Wiesława Górnickiego – oficera LWP i autora przemówień Wojciecha Jaruzelskiego. Co Borowski sądzi dziś o pomyśle powołania Nowej Solidarności? – To niedorzeczne. Solidarność to Sierpień ’80, czyli bunt robotników przeciwko komunizmowi. Bunt ideowy, a o jakie idee walczy opozycja? Nie łączy jej żadna idea, poza anty-PiS – kwituje. I także pyta, z kim miałaby być ta solidarność. – Z „tęczowymi”, ale oczywiście także z ubekami, którzy tracą uprzywilejowane emerytury? Przecież ludzi dawnej bezpieki Trzaskowski zatrudnia w swoim urzędzie i wspiera ich dotacjami – zżyma się Borowski. Także Jan Rulewski, były senator PO, ma duże wątpliwości co do takiej formuły. „Sama Platforma Obywatelska była na początku pomyślana jako ruch społeczny. Teraz jednak jest tam wielu ludzi, którzy mają liberalne, a więc stawiające na indywidualizm poglądy. Oni nie widzą konieczności budowania solidarności społecznej ani też odnoszenia się do historii” – wyjaśniał w rozmowie z portalem Niezależna.pl. Jak dodał, duża część osób, które tworzyły Solidarność, dziś wspiera PiS. „Trudno im się dziwić, bo to PiS wprowadziło do polityki państwa elementy solidarności społecznej” – mówił portalowi Rulewski.

Kalisz: Te podziały nie mają żadnego znaczenia

Czy w Nowej Solidarności będą działali dawni działacze aparatu PZPR? Ryszard Kalisz, do 2013 roku członek SLD, w rozmowie z „GP” wyjaśnia: – Ja nie zamierzam się teraz w nic angażować. Ale uważam, że podział na Solidarność i postkomunistów skończył się 23 grudnia 2005 roku, gdy Lech Kaczyński został zaprzysiężony na prezydenta. Pomysł Nowej Solidarności wziął się stąd, że Rafał Trzaskowski zdobył 10 mln głosów, tyle, ile było członków Solidarności w 1980 roku. Jego zdaniem w członkostwie dawnych działaczy PZPR w Nowej Solidarności nie byłoby nic, co by dziś szokowało. – Ten podział nie ma już poza elektoratem PiS żadnego znaczenia. Niedawno było odsłonięcie pomnika Władysława Bartoszewskiego i brali w nim udział prezydenci Kwaśniewski, Komorowski i Wałęsa – stwierdza.

Piotr Duda: Niech Trzaskowski wpierw zdekomunizuje ulice i własny urząd

Osobą najodpowiedniejszą, by oceniać, jakie środowiska są dziś bliskie Solidarności, jest Piotr Duda, obecny przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Gdy jeszcze w kampanii wyborczej Trzaskowski zaczął się powoływać na idee Solidarności, Duda ostro odpowiedział mu w Radiu Gdańsk: „Nie po słowach, ale po czynach ich poznacie. I w tym przypadku mam taką propozycję dla pana Trzaskowskiego, że jeżeli chce się powoływać na solidarność, na te ideały Solidarności, bo prawdopodobnie mu o to chodzi, to najpierw niech zdekomunizuje ulice w Warszawie. Niech więcej czasu poświęci w ratuszu na weryfikację fundacji, która przyznaje środki finansowe. Bo się okazuje, że przyznaje środki finansowe instytucjom, którymi kierują byli agenci Służby Bezpieczeństwa, którzy donosili na chociażby ks. Franciszka Blachnickiego. I to jest sytuacja dla mnie kuriozalna. I najpierw niech się pan Trzaskowski jako prezydent Warszawy zajmie tymi sprawami, a później niech się powołuje na ideały Solidarności”. Duda podkreślił wówczas, że związek nie pozwoli na zawłaszczanie jego tradycji: „Jest jedna Solidarność, a depozytariuszem tej Solidarności jest obecny związek zawodowy, którym mam zaszczyt kierować”. I dodał, że związek pozostaje do dziś wierny ideałom Solidarności, podczas gdy Trzaskowski i jego środowisko głoszą idee im przeciwne: „Solidarność rodziła się pod krzyżem i dzisiaj związek zawodowy w swoim statucie ma wartości chrześcijańskie, naukę społeczną Kościoła i nie ma tam miejsca na promowanie ideologii LGBT”.