Faktem jest, że na przestrzeni ostatnich dwóch i pół tygodnia obserwujemy wyraźny wzrost osób zgłaszających się z objawami mogącymi sugerować zarażenie koronawirusem, ale niestety u części to zakażenie jest potwierdzane. Porównując to z okresem czerwiec - do połowy lipca, kiedy nie mieliśmy w szpitalu żadnej osoby zarejestrowanej jako zakażona, nastąpił znaczny wzrost

- podkreślił Gielerak.

Jak dodał, wzrost dotyczy nie tylko Polski, ale wszystkich krajów.

Mamy porę letnią, zniesienie restrykcji i ograniczeń nałożonych w związku z epidemią, zachowanie samych obywateli, którzy nie biorą pod uwagę podstawowych zasad bezpieczeństwa - to wszystko odpowiada za wzrost zakażeń - dodał.

Rzecz w tym, że w tych miejscach zatłoczonych nie stosujemy się do zasad określonych w celu zmniejszenia ryzyka rozprzestrzeniania się zakażenia.

- podkreślił.

Dr Gielerak przypomniał również, że maseczka założona tylko na usta chroni połowicznie, a w zasadzie w ogóle.

Koronawirus jest przenoszony drogą kropelkową a oddychamy zarówno przez usta, jak i przez nos, a zatem zarówno jedną, jak i drugą drogą możemy potencjalnie zarażać inne osoby

- mówił.

Niebezpieczeństwo tej choroby polega głównie na tym, że spora część osób, która czuje się w pełni zdrowia, może być nosicielem tego wirusa i przed wystąpieniem objaw klinicznych może już infekować. Paradoks jest taki, że największa zdolność do zarażania koronawirusem występuje dobę przed pojawieniem się objawów choroby

- zaznaczył gość Katarzyny Gójskiej.