"W ostatnim czasie węgierskie społeczeństwo coraz lepiej poznało ten temat" – powiedział Mitrovits.

W czasach komunizmu na Węgrzech opublikowano monografię "Powstanie Warszawskie" Lesława Bartelskiego i "Na barykadach Warszawy” Stanisława Komornickiego. Niedawno ukazała się natomiast po węgiersku książka Normana Daviesa "Powstanie '44" i kilka innych publikacji.

"Poza tym dzięki Instytutowi Polskiemu i stowarzyszeniom rekonstrukcyjnym zaczęto pokazywać coraz więcej ulicznych inscenizacji walk powstańczych. Miały one całkiem duży oddźwięk"

– ocenił Mitrovits.

Pokazywano też filmy o Powstaniu w Instytucie Polskim albo na festiwalach filmowych.

"Można powiedzieć, że w ciągu ostatnich 5-10 lat te kręgi społeczeństwa, które są zainteresowane relacjami polsko-węgierskimi lub historią, poznały to wydarzenie całkiem dobrze. Nastąpił ogromny krok naprzód"

- zaznaczył.

Za bardzo ważną uznał publikację po węgiersku książki Marii Zimy "Węgrzy wobec Powstania Warszawskiego".

"Węgierskie społeczeństwo, a nawet historycy nie wiedzieli, że w czasie Powstania około 30 tys. węgierskich żołnierzy stacjonowało w okolicach Warszawy. Było całkowitą nowością, że węgierski dowódca Bela Lengyel próbował nawet prowadzić negocjacje z powstańcami o ewentualnym przejściu węgierskich oddziałów na ich stronę. Z wielu przyczyn nie doszło to do skutku, ale Węgrzy pomagali powstańcom w inny sposób - przekazywali im broń i informacje o akcjach szykowanych przez Niemców"

– powiedział Mitrovits.

Lengyel otwarcie odmówił też udziału w ataku przeciw powstańcom. Jak zaznaczył historyk, rząd węgierski już od początku wojny prowadził politykę niepodejmowania walki z Polakami.

"Szybko się okazało, że zaciskany przez Niemców pierścień jest dziurawy w miejscu, gdzie znajdują się węgierscy żołnierze – przy ich pomocy można było się przemieszczać do i z Warszawy przez linię frontu i wnosić broń czy żywność.(…) W końcu dowództwo niemieckie przerzuciło Węgrów gdzie indziej, bo zdało sobie sprawę, że pomagają Polakom"

– powiedział historyk.

Mitrovits zaznaczył, że między innymi dzięki książce Zimy coraz więcej węgierskich historyków bada związki polsko-węgierskie dotyczące oporu wobec Niemców w czasie II wojny światowej.

Węgierski historyk i polonista starszego pokolenia Istvan Kovacs powiedział natomiast, że jego rówieśnicy mieli orientację, co to jest Powstanie Warszawskie, przede wszystkim z filmu "Kanał" Andrzeja Wajdy.

Według niego szczególnie dobrze znało tę tematykę pokolenie, które w latach 60. i 70. jeździło po Polsce. "Powstanie Warszawskie to było takie wydarzenie, o którym Polacy zawsze nam mówili" – podkreślił.

"To było dla nas wielkie przeżycie widzieć, jak Polacy pamiętają o swoich bohaterach" – powiedział zwracając uwagę na upamiętnienia w Warszawie na różnych ulicach.

Według niego pamięć o Powstaniu Warszawskim była silna szczególnie dlatego, że przez jego pryzmat można było patrzeć na stłumioną przez wojska sowieckie rewolucję węgierską 1956 r.

"Było bardzo dużo wspólnych elementów, na przykład udział dzieci w walkach przy użyciu butelek z benzyną przeciwko czołgom. I atmosfera przepojona wolnością"

- podkreślił.