Nakaz noszenia masek w miejscach publicznych, w tym urzędach, bankach i sklepach, wprowadzono 6 lipca. Jak podaje nepalski dziennik „Republica”, powołując się na dane ministerstwa zdrowia i ds. ludności, do końca lipca ukarano grzywną w wysokości 100 rupii (ok. 3,1 zł) 200 tys. osób. Ignorującym nakaz oprócz grzywny grozi miesiąc więzienia.

„Ludzie przestrzegali nakazu na samym początku i raczej tylko w centrum miasta”

- mówi Kesang Lama, 40-letnia kobieta z Katmandu, mieszkająca w dzielnicy Boudha. „Poza centrum, chyba nawet połowa nie nosi masek chirurgicznych” - dodaje.

To w sumie bardzo dziwne, bo mieszkańcy Katmandu przyzwyczajeni są do noszenia masek chroniących przed zanieczyszczeniem powietrza. Może nie nosimy, bo teraz jest monsun i powietrze się poprawiło?”” - spekuluje Amrit Dhakal, który prowadzi sklep z elektroniką w centrum Katmandu.

„Klienci uważają, że ogólnokrajowa kwarantanna została całkowicie odwołana i nie ma już żadnych ograniczeń. A to nieprawda” – zauważa sklepikarz. Według Dhakala ludzie od razu po odwołaniu ogólnokrajowej kwarantanny ruszyli szturmem do sklepów i nikt nie zachowuje odległości na zakupach. „Z drugiej strony rząd nie wprowadził żadnych wytycznych, raczej sami sklepikarze je wprowadzają” - ocenia.

Kawiarnie, restauracje i hotele od początku sierpnia mogą przyjmować klientów w swoich pomieszczeniach. Jednak od kilku tygodni wiele kawiarni nie czekając na wytyczne rządu i zezwolenie, otworzyło lokale.

„Najbezpieczniej jest w sieciach supermarketów, gdzie jest ochrona i nikt nie wejdzie bez maski” - zauważa Lama. „Za to bankach i urzędach, sami urzędnicy i pracownicy często chodzą bez masek lub z wystającym nosem” - dodaje.

Liczba przypadków koronawirusa w Nepalu zbliżyła się do 20 tys. W tym tygodniu u funkcjonariuszy pracujących w siedzibie głównej policji oraz 5 sprzedawców na bazarze tekstylnym w Katmandu wykryto koronawirusa. Lokalne władze na południu kraju przywracają miejscowe kwarantanny.