1 sierpnia obchodzimy 76. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Co ono nam, Polakom, dało w 1944 roku i co oznacza dla Polski teraz?
Decyzja o jego rozpoczęciu podjęta przez przywódców Polskiego Państwa Podziemnego była niezwykle dramatyczna, ale w zdecydowany sposób wyrażała niezgodę na niemiecką okupację i stanowiła głośne wołanie wobec świata - Polska musi być niepodległa!
Latem 1944 roku wszystko wskazywało, że Polska znajdzie się po wojnie w sowieckiej strefie wpływów, że wartości i ideały, o które od pierwszego dnia wojny walczyliśmy mogą zostać podeptane. Dowodem tego było to, co działo się na Kresach, w Wilnie po operacji „Ostra Brama”, we Lwowie, mówiły o tym losy żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej i sytuacja na Lubelszczyźnie, gdzie instalowała się sowiecka agentura. Tworzący struktury Polskiego Państwa Podziemnego żołnierze AK i innych formacji niepodległościowych byli aresztowani przez sowiecki aparat bezpieczeństwa. Wystąpienie zbrojne w stolicy dawało szanse na to, że świat nie pozostanie obojętny wobec polskiej sprawy. W kraju nie były znane postanowienia konferencji w Teheranie, na której zachód podzielił się Europą z Sowietami, co przypieczętowano później w Jałcie. Niestety niewielu wtedy przewidywało, że Armia Czerwona zatrzyma się na Wiśle, że nie podejmie wysiłku, aby pomóc walczącym powstańcom. Niektórzy mówią, że nastąpił wtedy powrót do paktu Ribbentrop-Mołotow. Wstrzymanie działań sowieckich i faktyczna zgoda na zniszczenie i spacyfikowanie Warszawy przez oddziały niemieckie, obciąża w znacznym stopniu Moskwę.

To znaczy?
Warszawa stanowiła centrum oporu przeciwko niemieckiej okupacji, była największym skupiskiem, patriotycznej, niepodległościowej młodzieży. I ta młodzież z pewnością nie byłaby bierna wobec komunistycznego zniewolenia. Pozbyto się jej wcześniej rękami okupanta niemieckiego. Powstanie Warszawskie było dramatyczną bitwą o niepodległą Polskę. Cena tej walki była ogromna: śmierć tysięcy żołnierzy i mieszkańców, zburzona i zamieniona w ruinę stolica. Pozostało jednak coś bardzo ważnego i niepoliczalnego. Polacy dali świadectwo, że są gotowi zapłacić najwyższą cenę za odzyskanie niepodległości. Sowieci zawsze mieli z tyłu głowy tę myśl, że Polacy będą walczyć o swoją wolność. Miało to swoje konsekwencje jeszcze w 1980 r. Przecież „Solidarność” jest również nawiązaniem do tradycji powstańczej z roku 1944. W sowieckich dokumentach znajdujemy informację jak w Moskwie jeszcze w latach 80. XX wieku planowano rozprawę z „Solidarnością” powołując się na doświadczenie Powstania Warszawskiego, które dawało pewność, że Polacy będą walczyć, że stawią opór i się nie poddadzą. Dzisiaj trzeba robić wszystko, aby współczesna, polska młodzież wyznawała podobne wartości i ideały jak ta z 1944 roku i była gotowa się dla nich poświęcić. By była wierna wolnej, niepodległej Polsce.

Rozmawiamy dziś w Dąbrowie Górniczej, w pobliżu dawnej huty „Katowice” (części „ArcelorMittal Poland”, która ma problemy charakterystyczne dla całej dziedziny przemysłu ciężkiego). Czy z tego punktu widzenia ideały „Solidarności” nabierają nowego znaczenia?
One są uniwersalne i ponadczasowe. To one dały siłę i wielkość „Solidarności”. W 1980 roku świat pracy upomniał się o godność człowieka, o sprawiedliwość, o uczciwość, o prawdę i wolność i o to, co wyraża samo słowo – solidarność. Jednocześnie upomniano się o kwestie zasadnicze, o Polskę, o odnowę narodu zdeprawowanego latami komunistycznej niewoli. Przecież istotą polskości jest wolność i to o nią walczyła „Solidarność” wpisując się w długi łańcuch tradycji niepodległościowej, żeby tylko wspomnieć wiek XX, od Legionów Polskich, wojny 1920 roku, Polskiego Państwa Podziemnego, Armii Krajowej, powojennego powstania antykomunistycznego, robotniczych buntów…
Nie raz walka o wolność skupiała nas ponad podziałami politycznymi. Gdy było trzeba Polacy potrafili z takich podziałów zrezygnować, widać to choćby latem 1920 r. i w okresie 1980-1981, gdy do „Solidarności” wstąpiło blisko 10 milionów osób.
Na tej drodze do zwycięstwa swe miejsce ma również Dąbrowa Górnicza. Latem 1980 roku strajki rozpoczęły się 1 lipca w proteście przeciwko podwyżkom cen. W połowie miesiąca ich apogeum była Lubelszczyzna, a od połowy sierpnia 1980 objęły Wybrzeże, gdzie w Gdańsku sformułowano 21 postulatów na czele z żądaniem prawa do zrzeszenia się w wolnych związkach zawodowych. Protesty te zmusiły komunistów do ustępstw i zakończały się podpisaniem porozumień w Szczecinie, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju i Dąbrowie Górniczej. W tym ostatnim podpisanym 11 września 1980 r. zagwarantowano prawo do tworzenia wolnych związków w całej Polsce, nie tylko tam, gdzie strajkowano, czyli walczyli dla innych. Podobny charakter miały przecież postulaty, w których upomniano się o więźniów politycznych, o wolne słowo, ograniczenie cenzury. Na taką postawę – wtedy powszechną – miała wpływ tradycja chrześcijańska. Takie były korzenie „Solidarności”. Wyrażały to modlitwy i Msze św. w strajkujących zakładach, powrót krzyży do fabryk i instytucji publicznych, a szczególnie na Śląsku do kopalń - figur św. Barbary, a do hut - św. Floriana. Kulturowe dziedzictwo „Solidarności” znajduje się w centrum cywilizacji łacińskiej, z której komuniści od 1944 roku chcieli Polskę wyrwać. „Solidarność” była powrotem do odwiecznego, głównego nurtu naszych dziejów.