Ostateczna decyzja o wybuchu Powstania zapadła 31 lipca podczas popołudniowej odprawy sztabowej. Rozkaz wydał dowódca AK gen. Tadeusz Komorowski „Bór”, uzyskując jednocześnie akceptację Delegata Rządu Jana Stanisława Jankowskiego. Zaszyfrowany rozkaz powstał o godzinie 20. Podpisał go Komendant Okręgu Warszawskiego AK płk. Antoni Chruściel. Rozkaz na który pięć lat czekali żołnierze Armii Krajowej, był krótki i brzmiał: „Alarm – do rąk własnych! Nakazuję >>W<< dnia 1.VIII., godz.17”.

Nic nie było proste

Decyzja o rozpoczęciu Powstania podejmowana była w dramatycznych okolicznościach, a wpływ na nią miało niezwykle wiele czynników. W ostatnich dniach lipca nadająca z Moskwy Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki apelowała: „Warszawa drży w posadach od ryku dział. Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się już do Pragi. Nadchodzą, aby przynieść nam wolność.[…] Ludu Warszawy do broni! […] Uderzcie na Niemców! […]Pomóżcie Armii Czerwonej w przeprawie przez Wisłę”. Dziś wiemy, że były to kłamstwa. 76 lat temu nic nie było takie proste. Dowództwo AK zakładało, że szybki pochód Armii Czerwonej faktycznie spowoduje wkrótce zajęcie Warszawy, a kilkudniowe walki o miasto spowodują wyparcie Niemców, wyzwolenie stolicy i wystąpienie wobec Sowietów w roli legalnej władzy. Ale Stalin nie zamierzał zajmować miasta. Sowieckie tanki, czekały aż Warszawa się wykrwawi. Kiedy w pierwszych dniach powstania premier Rzeczypospolitej Polskiej Stanisław Mikołajczyk prosił Stalina o pomoc dla walczącej stolicy, otrzymał cyniczną odpowiedź: Cóż to jest ta wasza Armia Krajowa? Co to za armia bez artylerii, bez czołgów, bez lotnictwa? Nawet broni ręcznej nie ma dosyć… To są drobne oddziałki partyzanckie, a nie regularna siła zbrojna”. Na decyzję o wybuchu powstania wpływ miała też postawa Niemców, którzy przygotowywali się do opuszczenia miasta, a jednocześnie gubernator Fiszer wydał zarządzenie, by wszyscy mężczyźni z Warszawy w wieku 17–65 lat zgłosili się do budowy fortyfikacji.

Nie było możliwości jego uniknięcia

W tych warunkach 1 sierpnia 1944 roku rozpoczęła się walka o wolną stolicę. Do boju stanęło około 25 tysięcy powstańców. Szacuje się, że tylko co dziesiąty z nich posiadał broń. Przeciwko sobie mieli 20 tysięcy uzbrojonych po zęby Niemców. W relacji dla Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, Witold Kieżun tak wspominał: Mój pogląd jest jednoznaczny. (…) To był jednak najwspanialszy okres w naszym życiu. Okres, w którym olbrzymia masa ludzi zjednoczyła się w jednej postawie reprezentującej interes ponadosobowy – to jest coś niezwykłego. […] Moim zdaniem te idee trzeba rozwijać, a nie dyskutować: było, nie było potrzebne. Nie było możliwości jego uniknięcia, ale najważniejsze jest, że to był okres fantastycznego, jednolitego zrywu. On udowodnił, że społeczeństwo, które jest podzielone, skłócone, bardzo zróżnicowane, może się złączyć wtenczas gdy chodzi o ideały wyższego stopnia w strukturze wartości – wolność, o którą walczyliśmy, zniszczenie okupanta, zlikwidowanie totalitaryzmu niemieckiego”.

Cały artykuł Piotra Dmitrowicz można przeczytać w najnowszym tygodniku GP, w dodatku Warszawa walczy!".