- Pamiętajmy, że w Polsce były tworzone specjalne spółki, przez które miały być przepuszczane pieniądze, miał być podwyższany kapitał. On legalizował te łapówki w zamian za przedłużanie m.in. zgód na remonty dróg. Taki był ten proceder przestępczy, że utworzono specjalne spółki, które otrzymywały nielegalnie środki i po prostu uzupełniały kapitał zakładowy

 -tłumaczył Wójcik.

Wyjaśnił również, że zgodnie z procedurami, co wynika z polskiego Kodeksu Procedury Karnej, tworzy się wspólne zespoły śledcze, aby np. nie powtarzać czynności.

- A więc w przesłuchaniu uczestniczą prokuratorzy jednego i drugiego państwa. W ramach ewentualnej umowy między krajami rozwiązywane są kwestie ekstradycyjne, zaliczania określania kar na poczet kar wymierzonych w innym państwie, ale przy zaliczeniu kary mogą być uwzględnione lata kary odbytej w jednym państwie przez drugie. O tym decyduje sąd. Czynności śledcze będą wykorzystane na poczet dwóch różnych postępowań

- mówił gość Telewizji Republika.

Podkreślił, że „sprawa obejmuje lata 2016-2019 i ma charakter typowo korupcyjny”.

- Sprawa może mieć charakter rozwojowy. Mogą się pojawić nowe działania prokuratury. Trudno mi powiedzieć, czy zostaną postawione kolejne zarzuty. Zależy od materiałów, jakimi dysponują służby polskie i ukraińskie

- tłumaczył podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Odnosząc się do zarzutów o upolitycznienie sprawy wskazał, że „to jedno z najgorszych przestępstw popełnianych przez polityków, które są osobami zaufania publicznego”.

- Zarzut upolityczniania jest zabawny, bo postępowanie prowadzone jest przez służby w dwóch krajach. Na Ukrainie odbyła się specjalna konferencja prasowa poświęcona sprawie, na której dokładnie wyjaśniono, na czym polegały czynności przestępcze

- wskazał Wójcik, przypominając, że hasłami "upolitycznienia" szermowano również w sprawach Gawłowskiego czy Piniora.