W czwartek (23 lipca) w Hamburgu zakończył się proces byłego strażnika z niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof. 93-letni dziś Niemiec, Bruno D. został prawomocnie skazany na dwa lata więzienia w zawieszeniu za pomoc w zabójstwie 5232 osób oraz w jednym przypadku za próbę zabójstwa.

Proces - ze względu na to, że w czasie dokonywania zarzucanych mu czynów D. był nieletni - odbywał się przed wydziałem do spraw nieletnich hamburskiego Sądu Krajowego.

Jak podkreślił pełnomocnik potomków ofiar obozu Stutthof adw. Rajmund Niwinski sąd w czwartek w swoim ustnym uzasadnieniu "bardzo wyraźnie zaznaczył zaniedbania niemieckich sądów po wojnie". Dodał, że gdyby Bruno D. był sądzony 20-30 lat temu na podstawie obowiązujących teraz wykładni prawnych - kara z pewnością byłaby surowsza.

"Oczywiście Bruno D. wciąż byłby karany według prawa dla młodocianych, ale nie byłoby tego elementu, że mamy do czynienia z osobą, która biologicznie nie ma już dużo do przeżycia, co ogranicza możliwości wydania dłuższej kary"

- ocenił Niwinski.

Niwinski zaznaczył, że niemiecki sąd nie dał wiary tłumaczeniom Bruna D., który utrzymywał, że nie wiedział o masowej zagładzie więźniów. Miał się również tłumaczyć wykonywaniem rozkazów i brakiem możliwości ich nie wykonania.

"D. stał wysoko na wieży, z pewnością widział, co się działo na co dzień w obozie, który jest obozem stosunkowo małym. Byłem na tej wieży, stamtąd naprawdę widzi się bardzo dużo"

- powiedział Niwinski.

Dodał, że Bruno D. także w zeznaniach, które złożył przed policją w latach 80. przyznał, że "widział przynajmniej raz, jak wprowadzano więźniów do komory gazowej, jak zatrzaśnięto drzwi. Słyszał krzyki więźniów, którzy ginęli okrutną śmiercią".

Odnosząc się do tłumaczenia D., że gdyby odmówił wykonania rozkazów sam poniósłby konsekwencje Niwinski zauważył, że "jest to legenda utrzymująca się od procesów norymberskich".

"Biegli sądowi stwierdzili, że to nieprawda. Było szereg wartowników obozu Stutthof, którzy składali wnioski o przeniesienie albo do oddziału Wehrmachtu, albo do SS. Najgorszym co mogło się przytrafić wartownikowi, który nie chciał być w obozie, była służba na froncie" - ocenił.

Niwinski na pytanie o to jak na wyrok zareagowali jego klienci odpowiedział, że pozytywnie.

"Rozmawiałem w czwartek z szeregiem moich klientów. Moim klientom i większości oskarżycieli posiłkowych chodziło przede wszystkim o to, żeby wciąż mówiło się o obozach i Holokauście, a przede wszystkim o tym, co działo się w obozie Stutthof. I to się udało"

- powiedział.

Podkreślił, że oskarżyciele posiłkowi "byli w pewnym sensie bohaterami tego procesu". "Sąd bardzo wyraźnie zaznaczył, że to dzięki ich zeznaniom, które złożyli jako świadkowie, którzy przeżyli obóz sąd mógł uświadomić sobie, jakie panowały warunki w obozie" - powiedział.

W 1944 roku Bruno D. służył przez wiele miesięcy jako strażnik w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof – miał wówczas 17 lat. Pełnił służbę wartowniczą, kiedy w obozie zginęło wiele tysięcy osób, wśród nich wielu Żydów i Polaków. Niemiecki obóz słynął z okrutnego traktowania więźniów.

D. przeprosił podczas swojego ostatniego przemówienia w ubiegłym tygodniu za zbrodnie. Takie rzeczy "nigdy nie powinny się powtórzyć", powiedział. Za swój własny udział nie przeprosił – nigdy.

Według zastępcy dyrektora niemieckiej Centralnej Placówki Wyjaśniania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu w Badenii-Wirtembergii Thomasa Willa, w Niemczech prowadzonych jest obecnie jeszcze 14 śledztw przeciwko osobom podejrzanym o udział w zbrodniach popełnionych na więźniach hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Jedną z tych osób jest była nadzorczyni obozu Stutthof, której sprawą zajmuje się prokuratura w Itzehoe w Szlezwiku-Holsztynie.

Ponadto - jak wskazywał Will - prokuratura w Dortmundzie sporządziła akt oskarżenia przeciwko jeszcze jednemu byłemu członkowi załogi obozu Stutthof. Akt ten został zatwierdzony i złożony Sądowi Krajowemu w Wuppertalu do rozpatrzenia.