Marek Pęk pytany przez Niezalezna.pl o to, jak głęboka będzie rekonstrukcja rządu, odpowiedział, że "na razie o rekonstrukcji rządu wiemy niewiele, możemy się tylko opierać na tym, co mówił przede wszystkim prezes Jarosław Kaczyński, który jako szef partii jest osobą upoważnioną, żeby o szczegółach mówić i negocjować je z pozostałymi liderami Zjednoczonej Prawicy".

Wiemy, że idea jest taka, żeby rząd zmniejszyć w tym kierunku, żeby zwiększyć sprawność jego działania. Mamy za sobą 4 lata doświadczeń, jak funkcjonuje taki rząd, który jest rządem koalicyjnym i w trakcie poprzedniej kadencji on się poszerzał. Był taki mechanizm, szczególnie ze strony naszych koalicjantów, wchodziły do niego nowe osoby na stanowiska wiceministrów. Był to pewnego rodzaju deal, wzmacniający naszych koalicjantów. Trzeba tę koncepcję przemyśleć, bo w tej kadencji zmierzymy się z dwoma podstawowymi sprawami - pierwsza to sprawne działanie rządu w warunkach pandemii, a druga to wielkie inwestycje infrastrukturalne, które mają być kołem zamachowym gospodarki i zahaczają one o obszary działania wielu ministerstw. Chodzi o to, aby je skonsolidować, aby decyzje były podejmowane w jednym gronie, a nie w wielu rozproszonych

- dodał.

Wicemarszałek Sejmu, szef klubu parlamentarnego PiS, Ryszard Terlecki powiedział wczoraj, że po rekonstrukcji rządu koalicjantom PiS - Porozumieniu i Solidarnej Polsce, przypadnie po jednym resorcie, a nie - jak do tej pory - dwa. Wicemarszałek Senatu Marek Pęk pytany przez nas, czy nie będzie to rodziło konfliktów stwierdził, że "dzisiaj zbiera się prezydium komitetu politycznego PiS i ta sprawa na pewno będzie przedmiotem rozmów i ustaleń, potem po raz kolejny musi się zebrać kierownictwo Zjednoczonej Prawicy".

Nie są przesądzone żadne rozwiązania. Każdy walczy o swoją pozycję i interes polityczny. Myślę, że marszałkowi Terleckiemu i kierownictwu PiS szczególnie zależy, aby w rządzie Zjednoczonej Prawicy jednak dominował PiS w takim sensie, żebyśmy mogli realizować swój program

- mówił.