Dzisiaj Jacek Kurski wystosował oświadczenie, którym odnosi się do publikacji "Gazety Wyborczej" dotyczącej rzekomego molestowania nieletniej przez jego syna.

Podkreśla w nim, że sprawą zajęła się prokuratura pod rządami Andrzeja Seremeta.

Wtedy też z udziałem biegłego psychologa była przesłuchiwana dziewczyna, która nic nie mówiła o tych drastycznych zachowaniach, o których "przypomniała" sobie teraz po 5 latach w "GW". Już wtedy biegli poddali w wątpliwość prawdziwość jej relacji

- napisał Jacek Kurski.

W oświadczeniu dodał, że sprawa była umorzona przez prokuraturę dwukrotnie na podstawie opinii biegłych. "Sami zainteresowani zaś nie skorzystali z prawa do zaskarżenia decyzji prokuratury poprzez subsydiarny akt oskarżenia w sądzie, do czego mieli prawo, a nawet obowiązek, jeżeli nie zgadzali się z decyzją prokuratury" - zaznaczył Kurski.

Zapewnił też, że nigdy nie wpływał na bieg śledztwa w tej sprawie. "W czasie umorzenia śledztwa w 2017 r. byłem zresztą w konflikcie osobistym z Prokuratorem Generalnym Z. Ziobro" - stwierdził Kurski.

"Nic się nie zgadza"

Przypomniał również, że "sprawa" dotyczy dorosłych dziś ludzi, w tym jego 29-letniego syna.

Nic się w niej nie zgadza. Zmyślone zarzuty w zeznaniach pochodzą z okresu 2006-2012, w tekście "GW" mowa już o latach 2009-2012, "przypomniano sobie" o nich w 2015 a wykorzystuje do politycznego ataku w 2020. Ten atak ma cel jednoznacznie polityczny. Celem tego ataku jestem ja. Atak GW łudząco przypomina niedawne oskarżenie o ułaskawienie pedofila: tam w celu wywołania zohydzającego skojarzenia opis "wkładał rękę w krocze" opatrzono zdjęciem Prezydenta; teraz "koszmar Magdy" - zdjęciem moim

- napisał Kurski.

Jak przekazał w oświadczeniu - w jego opinii "sprawa" była "nadto wykorzystywana w ramach osobistej zemsty do szantażu i próby wyłudzenia wysokich stanowisk w spółkach skarbu państwa przez ojca dziewczyny, alkoholika, którego w związku ze skargami Dyrekcji Generalnej Parlamentu Europejskiego zwolniłem z prestiżowej funkcji asystenta akredytowanego".

Syn jest bratankiem wicenaczelnego "GW" Jarosława Kurskiego (de facto kierującego gazetą), który postanowił go zaatakować. Jarku, bracie, nie idź tą drogą. To, co robisz jest obrzydliwe. Odreagowujesz kłamliwym atakiem na rodzinę kolejną polityczną porażkę swojego środowiska totalnej opozycji. Syn jest dorosły i sam odniesie się do sprawy i dalszych kroków prawnych"

- napisał Kurski.

Oświadczenie syna Jacka Kurskiego

Syn Jacka Kurskiego odniósł się do tekstu "Wyborczej" na łamach portalu wPolityce.

W związku ze szkalującym mnie artykułem w „Gazecie Wyborczej”, stanowczo zaprzeczam informacjom dotyczącym moich rzekomych intymnych relacji z Magdą Nowakowską. Moje relacje z Magdą były czysto braterskie. Współczułem jej, gdyż wiedziałem jak trudne ma życie z powodu uzależnienia ojca. Trwające od kilku lat próby oskarżenia mnie wiązałem dotąd wyłącznie z zemstą na moim ojcu, w związku z wyrzuceniem z pracy ojca Magdy. Mimo to nigdy nie prosiłem ojca o jakąkolwiek pomoc w tej sprawie. Tym fałszywym oskarżeniom samodzielnie stawiłem czoła w prokuraturze, która tę sfingowaną sprawę dwukrotnie umarzała. Dzisiejszy atak w „Gazecie Wyborczej” jest niezrozumiałym dla mnie ciosem zadanym mi osobiście przez stryja Jarosława. Autorów tekstu pozwę do sądu, gdyż brutalnie naruszyli dobra osobiste moje i moich najbliższych.

"Gazeta Wyborcza" napisała, że syn Jacka Kurskiego miał wykorzystywać pochodzącą z Trójmiasta dziewczynę, odkąd ta skończyła 9 lat. Obie rodziny miały od lat spędzać wspólnie wakacje w leśniczówce w Danielino położonej nad jeziorem Motława Wielka. Ojciec dziewczyny to były radny PiS, był również asystentem Kurskiego, kiedy ten pełnił funkcję europosła.

"GW" podała, że dziewczyna była molestowana przez syna Kurskiego, a sprawa wyszła na jaw, gdy ta miała 14 lat.